Mikrochip dla każdego. Nowa moda wśród Szwedów

mikroczip/fot. YouTube
mikroczip/fot. YouTube

Bilet na pociąg, karta biblioteczna, wejściówka na siłownie i kod dostępu do biurowca. Wszystko to w małym urządzeniu zamkniętym pod skórą. Coraz więcej Szwedów decyduje się na zachipowanie. Wraz z rozwojem mody pojawiają się pytania o bezpieczeństwo technologii.

Pierwsze mikrochipy trafiły do Szwedów w 2015 r. Od tego czasu, początkowo mało popularna, wręcz niszowa technologia zaczęła zdobywać coraz większą liczbę amatorów.

Zachipowane osoby tłumaczą, że urządzenia znacznie ułatwiają ich życie. Nie muszą ze sobą nosić kart bibliotecznych, czy wejściówki na siłownie. Nie potrzebują kluczy i kodu do biura. Wystarczy, że przyłożą rękę do czytnika.

Do tej pory na umieszczenie pod swoją skórą mikrochipa zdecydowało się ok. 3000 Szwedów. Wobec 10 mln mieszkańców liczba to wydaje się niewielka, ale moda dopiero zaczęła się rozprzestrzeniać.

Jak twierdzą badacze, skandynawskie społeczeństwo jest wyjątkowo otwarte na nowe technologie, co sprawia, że wkrótce odsetek osób z chipem może być znacznie większy.

ZOBACZ: To już nie są żarty! Nie ukryjesz się przed skośnookim wielkim bratem [VIDEO]

Pojawiają się jednak pytania, czy gromadzenie danych na mikrochipach jest bezpieczne? Kto może mieć do nich dostęp? Jak mogą być wykorzystane? Zdaniem szwedzkich ekspertów na tę chwilę nie można mówić o żadnym zagrożeniu. Urządzenia, w opinii Szwedów, nie przechowują wrażliwych danych.

Jako zagrożenie wskazuje się za to możliwość wystąpienia zakażenia spowodowanego umieszczeniem ciała obcego pod naszą skórą.

Pozostaje pytanie, czy poddawane inżynierii społecznej szwedzcy obywatele idą po prostu z duchem czasu, czy też naród wykonuje kolejny krok w stronę wyzbycia się wolności i prywatności?

Warto wspomnieć, że zastosowanie mikrochipów sprawdzają również Chin, które za ich pomocą chcą monitorować aktywność mózgu robotników, by w ten sposób optymalizować ich pracę. Nad wykorzystaniem technologii pracują także różne armie świata.