
„Gazeta Wyborcza” twierdzi, że to Lech Kaczyński – były prokurator generalny – jest odpowiedzialny za 18 lat za kratkami, niesłusznie skazanego Tomasza Komendy. W 2001 r. na postawienie ciężkich oskarżeń Tomaszowi Komendzie naciskał prokurator generalny Lech Kaczyński – donosi wyborcza.pl.
W latach 2000-2001 Lech Kaczyński pełnił funkcję ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego. Kaczyński miał naciskać wówczas na żądanie wyższych kar ze strony prokuratury.
Wykorzystujemy instytucję nadzoru dla wywierania nieustannego nacisku na zaostrzenie działań prokuratury – mówił w wywiadzie dla „Wyborczej” Kaczyński.
O morderstwie w Miłoszycach w noc sylwestrową 1996/97, za które skazany został Komenda, Kaczyński mówił wówczas tak:
Brutalnie zgwałcono, a później zamordowano 15-letnią dziewczynkę, właściwie jeszcze dziecko. Znaleziono jej ciało z rozerwanymi narządami rodnymi. I prokurator powiada pełnomocnikowi rodziny, że co najwyżej może jednemu ze sprawców postawić zarzut gwałtu. Są ślady zębów tego zbira, ślady DNA, wszelkie możliwe znaki – i nie można postawić zarzutu. Taki sposób interpretacji praw człowieka, które czynią przestępców bezkarnymi, a ofiary bezbronnymi, stanowi zagrożenie dla porządku społecznego.
Z tych dwóch faktów „Wyborcza” wyciąga wniosek, że to Lech Kaczyński miał naciskać na żądanie wyższego wyroku dla Tomasza Komendy. Jako potwierdzenie swojej tezy przytaczają także zmiany personalne w dolnośląskiej prokuraturze w 2000 roku, w której pracę stracili między innymi prokuratorzy prowadzący te sprawę.