
Sklepy i stacje benzynowe w Olsztynie nie będą mogły sprzedawać alkoholu od godz. 22 do 6 rano. Uchwałę w tej sprawie przyjęła w czwartek Rada Miasta. Obostrzenia nie dotyczą pubów i restauracji, które nadal będą mogły serwować alkohol bez ograniczeń. W środę 25 lipca podobny zakaz wszedł w życie w Katowicach.
Za uchwałą zmieniającą zasady funkcjonowania i usytuowania miejsc sprzedaży i podawania napojów alkoholowych na terenie Olsztyna zagłosowało podczas czwartkowej sesji 14 radnych. Sześciu było przeciwnych, a jeden się wstrzymał.
Jedną z ważniejszych zmian, które wprowadza uchwała, jest ograniczenie możliwości zakupu alkoholu w nocy. Zakazuje ona sprzedaży alkoholu w sklepach i na stacjach benzynowych od godz. 22 do 6 rano. W tym czasie alkohol – jak dotychczas – mogą serwować bary, puby i restauracje.
Jak tłumaczył dyrektor Miejskiego Zespołu Profilaktyki i Terapii Uzależnień Błażej Gawroński, powodem takich obostrzeń były skargi mieszkańców Olsztyna na coraz częstsze incydenty związane z niewłaściwym zachowaniem osób spożywających alkohol w nocy.
Uchwała wprowadza też zasadę, że punkt sprzedaży alkoholu może być usytuowany w odległości nie mniejszej niż 50 m od szkół, internatów, ośrodków terapii uzależnień czy kościołów. Określono w niej również, że łącznie na terenie Olsztyna może być wydanych maksymalnie 1320 zezwoleń na sprzedaż i podawanie napojów alkoholowych.
Olsztyńscy radni przyjęli taką uchwałę w związku z marcową nowelizacją ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Miejska uchwała wejdzie w życie po 14 dniach od jej ogłoszenia w Dzienniku Urzędowym Województwa Warmińsko-Mazurskiego.
Jakie będą skutki wprowadzenia zakazu? Takie jak zwykle – po pierwsze ludzie będą kupować „na zapas” i przez to wypiją więcej niż by to zrobili w normalnych warunkach, bo pijany już niekoniecznie dokupi alkohol, ale ten kupiony to „trzeba wypić”.
Po drugie sklepy i stacje benzynowe poza granicami miasta odnotują większe obroty, a dzięki temu będą bardziej konkurencyjni dla sklepów w mieście. Miejskie sklepy mniej zarobią, a to przełoży się na wynagrodzenia i ceny pozostałych produktów – gdzieś trzeba będzie nadrobić stratę. I tak własnie działają zakazy.
Źródło: PAP