„Kler” jak „Żyd Süss”! Smarzowski to polski odpowiedni nazistowskiego reżysera Veita Harlana

Plakaty do filmu
Plakaty do filmu "Kler" i "Żyd Suess". Fot. twitter

Zdumiewające podobieństwo wymowy najnowszego filmu Wojciecha Smarzowskiego „Kler” oraz propagandowej produkcji „Żyd Süss” prowokuje pytanie czy polski reżyser nie inspirował się swym nazistowskim poprzednikiem. Przekaz obu obrazów jest identyczny, tylko przedmiot krytyki inny.

O czy opowiada „Żyd Süss”? To historia o demonicznym Żydzie manipulującym naiwnym władcą. Obejmujący tron książę Wirtembergii jest bliski bankructwa. Jest władcą kochanym i szanowanym przez poddanych, otoczonym gronem bliskich przyjaciół. O pożyczkę zwraca się w zaufaniu do kupca Oppenheimera, który decyduje się osobiście zawieźć na dwór złoto, biżuterię i inne dobra. Słysząc o planach księcia, ofiaruje się sfinansować powstanie dworskiej orkiestry i kolekcji dzieł sztuki. Jako pokrycie rosnących długów, drogą szantażu i korupcji, Oppenheimer uzyskuje od księcia zezwolenie na pobieranie myta na drogach i mostach księstwa.

Windując ceny myta, Oppenheimer doprowadza do wzrostu cen żywności (której dominującym dostawcą sam zostaje), a co za tym idzie zubożenia, postępującej biedy i niezadowolenia społecznego poddanych księcia. Pod wpływem Süssa książę znosi zakaz przebywania i osiedlania się Żydów w Wirtemberdze; Süss łamie także sumienie księcia, podsuwając mu kochanki. Kiedy zubożały niemiecki rzemieślnik próbuje dokonać zamachu na Oppenheimera, ten uzyskuje od księcia pozwolenie na podejmowanie nieograniczonych działań „w interesie bezpieczeństwa księcia”. Władza Oppenheimera staje się niemal absolutna.

Ostatnim z posunięć Oppenheimera jest propozycja utworzenia osobistego wojska księcia (pokrycie kosztów zatrudnienia najemnych żołnierzy deklarują zamożni żydowscy kupcy). Kiedy książę na czele swojego oddziału ma wjechać do miasta, buntują się mieszkańcy Wirtembergii. Regularne wojsko odmawia stłumienia buntu, do którego wręcz przyłącza się, wspierając mieszkańców w proteście przeciw wejściu do miasta zagranicznych żołnierzy.

Uwięziony w ratuszu książę umiera na atak serca. Po procesie, będącym wyliczeniem rozlicznych krzywd, jakich Niemcy doświadczyli od Żydów, Oppenheimer zostaje stracony, a Żydzi wypędzeni z Wirtembergii.

Obraz żydowskich bohaterów filmu stanowi dokładne odzwierciedlenie antysemickich stereotypów, którym hołdowała III Rzesza. Cechy takie jak chciwość, skąpstwo, mściwość, przestępcze skłonności, obyczajowe dewiacje oraz fizyczna brzydota noszą w filmie wyłącznie Żydzi.

W identyczny sposób skonstruował swój scenariusz Smarzowski. Księża występujący w jego filmie są wyłącznie źli. Różni ich wyłącznie stopień zbrodniczości. Jedni tylko kradną, inni kradną i gwałcą, jeszcze inni kradną, gwałcą dzieci i szantażują przełożonych, którzy też gwałcą. A wszystko to w oparach alkoholu. Jedyny ksiądz, który zachował cechy ludzkie to ten, który od początku miał kochankę a na koniec w ramach swoistego happy-endu wystąpił z Kościoła. Oglądając ten film nie można mieć wątpliwości, że cały Kościół to jedna wielka grupa przestępcza. Obraz duchownych przedstawiony w filmie Smarzowskiego to nocny sen antyklerykała, który święcie wierzy, że Kościół jest największym złem na świecie, w związku z tym księża powinni jak najszybciej trafić na księżyc. Reżyser, z szokującą szczerością przyznaje zresztą, że jest ateistą i jego stosunek do Kościoła jest negatywny. Całości jego dzieła dopełnia plakat filmu, który ewidentnie nawiązuje do nazistowskiego wzorca.

Problem pedofilii wśród księży oczywiście istnieje, podobnie jak problem pazerności i skłonności do oszustw i wykorzystywania ludzi u Żydów. Jednak w rzeczywistości ani u tych pierwszych ani u drugich nie odbiega od średniej, choć jest zapewne jest wśród nich bardziej jaskrawy. Prawdziwy problem polega na tym, że organizowanie nagonki w stylu Smarzowskiego czy Harlana zawsze kończy się jednym – nie dobrą sztuką, tylko wzrostem nienawiści.