
Paryż obsunął się to strefy wojny w ciągu 3 tygodni protestów żółtych kamizelek. Francuska policja ponownie starła się z protestującymi we francuskiej stolicy, przy rosnących antyrządowych nastrojach, napędzanych podwyżkami podatków i cen paliw.
1 grudnia marsze odbywają się pod hasłem „w drodze do rezygnacji Macrona”. Policja używała gazu łzawiącego. Starcia pomiędzy organami ścigania i „gilets jaunes” (żółte kamizelki) kontynuowane są wokół kultowego dla Francuzów Łuku Triumfalnego.
Wcześniej w sobotę rano demonstranci próbowali również przełamać barykady blokujące drogę do pałacu prezydenckiego, zapalając ognie, rzucając kamieniami i przykrywając funkcjonariuszy organów ścigania symboliczną żółtą farbą.
Macron is a disaster: Approval rating drops to new low of 23% https://t.co/okCZNIIPmL
— Voice of Europe ? (@V_of_Europe) 1 grudnia 2018
Minister spraw wewnętrznych Francji, Cristophe Castaner, napisał na Twitterze, że w pobliżu Pól Elizejskich znajduje się co najmniej 1500 „zakłócających spokój”, dodając, że policja dokonała co najmniej 39 aresztowań.
Jednak związki policyjne oszacowały, że ponad 30 000 ludzi protestuje w całej Francji, a w celu zwalczania niepokojów zmobilizowano około 5 000 policjantów, a 582 blokad zostało ustawionych na drogach.
Prezydent Macron, który przez całe życie żył w kokonie, staje się coraz bardziej bezradny. Próby zawarcia kompromisu z protestującymi, których podjął się jego premier spełzły na niczym.
Obietnice, które daje Macron, jakichś 3-miesięcznych rozmów, nikogo nie zadowalają.
Źródło: The Voice of Europe