Najbardziej absurdalna akcja tych świąt. Podpalił stację benzynową, bo nie sprzedali mu alkoholu

Stacja paliw. Foto: PAP/ Andrzej Grygiel
Stacja paliw. Foto: PAP/ Andrzej Grygiel
REKLAMA

Co tam się stało? 34-latek pod wpływem alkoholu za to, że nie sprzedano mu alkoholu, usiłował podpalić jedną ze stacji benzynowych w Gliwicach. Tylko szybka interwencja pracowników zapobiegła tragedii.

Jak podaje portal policja.pl, do tego niebezpiecznego zdarzenia doszło w rejonie ulicy Toszeckiej.

REKLAMA

Jak podają funkcjonariusze, akcja miała wyglądać tak. Późnym wieczorem jeden z pracowników stacji benzynowej zauważył mężczyznę, który przy pomocy podpałki do grilla podpalił drzwi wejściowe oraz drewno kominkowe przed budynkiem.

Następnie ruszył w kierunku dystrybutorów. Oba oblał i podpalił, po czym ściągnął pistolet do tankowania i chciał zbryzgać płomienie benzyną. Doszłoby do tragedii gdyby nie refleks pracowników. W porę wyłączyli zasilanie pomp. Z gaśnicami ruszyli, by zdławić płomienie.

Podpalacz szybko został zatrzymany przez policję. Okazało się, że to 34-letni gliwiczanin. Mężczyzna był agresywny. Okazało się także, że jest pod wpływem alkoholu.

Do tej niebezpiecznej sytuacji doszło z powodu alkoholu, a dokładniej jej braku. 34-latek kilkadziesiąt minut wcześniej próbował kupić alkohol, ale mu odmówiono, gdyż był nietrzeźwy. Wtedy groził pracownikom stacji, że ich spali.

Po wypowiedzeniu gróźb wyszedł, ale po kilkunastu minutach wrócił, wziął rozpałkę w płynie z wystawy i ruszył w furii do realizacji groźby.

Mężczyzna miał 1,5 promila alkoholu. Usłyszał zarzut sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa zagrażającego mieniu, życiu lub zdrowiu wielu osób. Trafił do aresztu. Za kratkami może spędzić nawet 8 lat.

Źródło: Policja.pl

REKLAMA