Komisja ds. Amber Gold totalnym i drogim niewypałem. Mieli dopaść Tuska i złodziei. Zamiast tego sami pobrali miliony

Donald Tusk i Małgorzata Wassermann/fot. PAP/Paweł Supernak
Donald Tusk i Małgorzata Wassermann/fot. PAP/Paweł Supernak
REKLAMA

Działająca prawie od trzech lat Komisja ds. Amber Gold miała wskazać winnych utraty oszczędności życia Polaków. Nieoficjalnie mówiło się również o tym, że to ona własnie „dopadnie Tuska” i wsadzi go za kraty. Efekty są praktycznie zerowe, natomiast wydano na nią już prawie 3 mln zł. Oczywiście solidnie skorzystali też zasiadający w komisji politycy PiS.

Sama poseł Małgorzata Wassermann będąc przewodniczącą komisji „dorobiła” sobie prawie 60 tys. zł. Oprócz tego otrzymuje pensję poselską ze wszystkimi dodatkami. Ostatnio zapowiedziała, że raport będzie gotowy za pół roku.

REKLAMA

Jednak każdy miesiąc funkcjonowania komisji Amber Gold to gigantyczne koszty. Nazywana jest ona najdroższą komisją śledczą w historii polskiego parlamentu.

Od około 30 miesięcy zrzucamy się na wynagrodzenia dla poselskich asystentów, przygotowywanie stenogramów czy właśnie członków komisji z przewodniczącą na czele. Obecnie wyniosło to 662 tys. zł.

Ale to i tak pikuś przy pensjach doradców komisji. – W 2016 r. średnie wynagrodzenie (…) wynosiło 7 875 zł brutto miesięcznie, w 2017 r. – 7 315 zł brutto miesięcznie, zaś w 2018 r. – 7 485 zł – poinformowało „Super Express” Centrum Informacyjne Sejmu.

Do tej pory wydano na komisję Amber Gold prawie 3 miliony złotych. – To najdroższa komisja śledcza w historii polskiego parlamentu. Po trzyletnim polowaniu polityków PiS, nie udało się ustrzelić nikogo z PO – ocenia poseł PO i członek komisji Krzysztof Brejza.

Złożyliśmy największą w historii komisji śledczych liczbę zawiadomień do prokuratury. Chodzi o 29 osób. Przed powstaniem komisji zarzuty za aferę usłyszały jedynie dwie osoby: Marcin i Katarzyna P. – powiedział Jarosław Krajewski, wiceprzewodniczący komisji, który co miesiąc dostaje dodatkowo 1,2 tys. zł.

Szkoda tylko, że do tej pory Polacy nie dowiedzieli się, kto zawinił i gdzie podziało się 850 mln zł ich oszczędności – zauważa redakcja SE.

Źródło: se.pl

REKLAMA