Cyganie wspierają protesty we Francji. Bilans dziewiątej soboty z protestem „żółtych kamizelek”

Francuska flaga i kamizelka
Francuska flaga i kamizelka

Emmanuel Macron już w najbliższy wtorek 15 stycznia ma zamiar oficjalnie otworzyć wielką narodową debatę, która ma pojednać rząd ze społeczeństwem. Perspektywy nie wyglądają jednak zbyt ciekawie.

W kolejnej sobocie protestów wzięło udział według zapewne zaniżonych szacunków policji, co najmniej 50 tys. Francuzów (wg niektórych danych z kręgów syndykatów policyjnych było to nawet 360 tys.). Do pilnowania porządku władze skierowały 80 tys. policjantów i żandarmów.

Według sondażu instytutu Odoxa 70% ankietowanych uważa, że przydatność owej debaty będzie niewielka, aż 80% twierdzi, że i tak nie rozwiąże ona wszystkich problemów i będzie ograniczona tematycznie, a 77% Francuzów ma wątpliwości, co do jej niezależności. Zaledwie 32% respondentów jest gotowe w takiej „wielkiej debacie krajowej” brać udział. Znacznie chętniej Francuzi nadal wychodzą na ulice, a ruch „żółtych kamizelek” nie traci popularności.

Po raz kolejny pokojowe w większości manifestacje zakończyły się pod wieczór starciami z policją, użyciem gazu, gumowych kul i „polewaczek”. W Paryżu zajścia sprowokowały siły porządkowe. Po demonstracji przed ministerstwem finansów na Bercy, protestujący przemieścili się na Pola Elizejskie, gdzie zostali otoczeni przez policję, trzymani na miejscu, a w końcu atakowani. W ten sposób w okolicach Łuku Triumfalnego doszło po raz kolejny starć pomiędzy „żółtymi kamizelkami” a policją. 22 osoby są ranne, w tym 2 znalazły się w szpitalu w stanie ciężkim.

Po południu komenda policji w Paryżu ogłosiła, że od rana zatrzymano 121 osób, głównie za „posiadanie zakazanej broni” i „udział w grupie zbierającej się w celu popełnienia przemocy”, co jest już jawnym naciąganiem przepisów prawa.

Warto dodać, że „żółte kamizelki” na dziewiątą edycję swoich protestów wybrały jednak za swoją stolicę prowincjonalne miasto Bourges w departamencie Cher w centralnej Francji. Przybyło tam około 5 tys. manifestantów, których jednak nie wpuszczono na starówkę. Poza tym odnotowano różne incydenty m.in. w Nîmes (atak na prefekturę)i w kilkudziesięciu innych miejscowościach, a manifestacje pokryły praktycznie mapę całej Francji. Zakłócono też cykl wydawniczy kilku gazet, a w Rouen zaatakowano dziennikarza stacji LCI. Manifestanci twierdzą, że media kłamią i wspierają manipulacjami informacji stronę rządową.

Ciekawostką jest wsparcie dla ruchu „żółtych kamizelek” ze strony Romów. Ich wściekłość wywołało zatrzymanie w areszcie boksera Christophe’a Dettingera, który dał tydzień wcześniej popis walki z uzbrojonym w tarczę i pałkę policjantem. Dettinger wywodzi się tej społeczności i nosi nawet pseudonim „Cygana z Massy”. „Jeśli chcecie, abyśmy wyszli w soboty na ulice to zatrzymajcie chłopaka” – ostrzegali jeszcze przed osadzeniem boksera w reszcie jego ziomkowie.