Nie kijem go, to pałką. KE znalazła nowy bat na Polskę

Jean Claude-Juncker, Angela Merkel, Donald Tusk. Foto: PAP/DPA
Jean Claude-Juncker, Angela Merkel, Donald Tusk. Foto: PAP/DPA

Upadły nadzieję opozycji, że Komisja Europejska oprotestuje ustawę obniżająca ceny energii elektrycznej. Jednak nie do końca. KE znalazła inny haczyk. Właściwy Urząd Energetyczny powinien być niezależny od rządu, a nie wykonywać jego polecenia.

W piątek źródła w Komisji Europejskiej podały, że Polska nie musi notyfikować w Komisji Europejskiej ustawy obniżającej ceny energii elektrycznej w kwestii pomocy publicznej. Nie ma takiego obowiązku.

Tym samym, po niedawnej sprawie dzików, wytrącono z rąk opozycji kolejny argument, z którym ona leci do Brukseli rozpaczliwie szukając tam pomocy.

Niemniej KE nie byłaby sobą, gdyby Polsce coś odpuściła. Brukselscy biurokraci przyczepili się do artykułu 5. polskiej ustawy prądowej obowiązującej od 1 stycznia 2019 r.

„Dyrektywa 2009/72 wymaga, aby URE, ustanawiając taryfy przesyłowe lub dystrybucyjne, był niezależny i nie wykonywał poleceń rządu” – powiedział w rozmowie z „DGP” Tomasz Włostowski, partner zarządzający kancelarii EU Strategies w Brukseli.

W ten sposób KE znalazła haczyk w postaci „zarzutu politycznego sterowania taryfami”.

Rząd ma też inny problem. Spóźnił się z wysłaniem do Brukseli projektu kompleksowego planu energetyczno-klimatycznego. Projekt przesłano dopiero 9 stycznia, zamiast do 31 grudnia 2018 r.

Źródło: „Business Insider”