Cenzura ponad podziałami? Giertych chce by portale ponosiły odpowiedzialność za komentarze internautów. Twierdzi, że Kaczyński myśli tak samo

Roman Giertych. / źródło: facebook
Roman Giertych. / źródło: facebook

Roman Giertych po raz kolejny domaga się aby portale internetowe ponosiły odpowiedzialność za wpisy dokonywane przez użytkowników. Sugeruje, że Jarosław Kaczyński ma podobne zdanie na ten temat. Mówiąc wprost, oznacza to cenzurę internetu lub likwidację możliwości komentowania artykułów.

Roman Giertych daje kolejny argument za tym, iż POPIS istnieje. Okazuje się, że w sprawie wolności wypowiedzi obie główne siły polskiej sceny mają podobne zdanie.

Giertych wypowiedział się na Twitterze przypominając sprawę, w której reprezentował byłego ministra w rządach PiS i PO, Radosława Sikorskiego, przeciwko Fakt.pl. Chodziło o komentarze dotyczące Sikorskiego i jego żony Anne Applebaum. Ostatecznie sprawa trafiła do Sądu Najwyższego, a ten uznał, iż wydawca nie może uchylać się od konsekwencji z tytułu naruszenia dóbr osobistych poprzez brak moderacji wpisów na portalu i nakazał wypłacić odszkodowanie.

Teraz Giertych chce, by zmienić prawo i zmusić ustawowo wydawców portali do odpowiedzialności za wpisy internautów. Twierdzi, że Adam Bielan powiedział mu, iż Jarosław Kaczyński ma podobny pogląd na tę sprawę. W związku z tym sugeruje aby stworzyć wspólną POPISową ustawę dotyczącą tej kwestii.

Roman Giertych to były polityk Ligi Polskich Rodzin, koalicjant Jarosława Kaczyńskiego, a obecnie mecenas broniący w różnych sprawach prominentnych polityków PO. Przez niektórych komentatorów wskazywany jest na przyszłego ministra sprawiedliwości z ramienia PO.

To czego domaga się Roman Giertych to nic innego jak nałożenie obowiązku cenzurowania wpisów na wydawców portali. Zabieg ten ma za zadanie uniknięcia oskarżeń o proponowanie państwowej cenzury znanej z czasów PRL.

Taka cenzura byłaby bardzo wygodna dla państwa. Portale z pewnością cięłyby komentarze nawet ostrzej niż państwowy cenzor obawiając się, czy portal nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności, gdy moderacja przepuści treści, które mogą być powodem pozwu. Przykładem to co dzieje się na Facebooku czy innych mediach społecznościowych, które jako prywatne firmy same decydują co można u nich zamieszczać bez jakichkolwiek możliwości odwołania się do niezależnego organu.

Jeżeli takie prawo będzie przegłosowane to istnieje duże prawdopodobieństwo tego, że portale usuną po prostu możliwość zamieszczania komentarzy. Moderowanie ogromnej ilości wpisów wymaga zatrudnienia dodatkowych pracowników, a nie ma gwarancji, że „zakazane treści” nie zostaną przepuszczone co narazi na wypłatę odszkodowania. Media to biznes i jak w każdym biznesie liczą się przychody i koszty. Ustawa spowoduje, iż koszty związane z moderacją nie będą pokrywane dzięki zwiększonemu komentarzami ruchowi na stronie. A skoro tak, to staną się po prostu zbędne z biznesowego punktu widzenia.

Być może taki jest ukryty cel tego pomysłu. Wrócimy wówczas do wygodnej dla każdej władzy sytuacji gdzie to media kreują rzeczywistość, a czytelnicy są tylko biernymi odbiorcami. Gwarantuje to, że niewygodne treści nie będą powodować problemów rządzącym.