Dramatyczne wyznanie ojca Ewy Tylman. „Być może zaprowadziłbym ją do ołtarza, a nie na cmentarz”

REKLAMA

Zaginięcie i śmierć Ewy Tylman elektryzuje całą Polska. Dalej nie wiadomo, dlaczego ciało 26-latki znalazło się w Warcie. Jej ojciec szczerze wyznał wyznał, jak życie jego i jego bliskich wygląda odkąd brakuje w nim jego ukochanej córki.”Być może zaprowadziłbym ją do ołtarza, a nie na cmentarz”.

Wywiad z Panem Andrzejem Tylmanem, ojcem zmarłej kobiety przeprowadził portal natemat.pl.

REKLAMA

W nim dowiadujemy się jak wygląda życie w rodzinie Tylmanów po tej tragedii. Ojciec opowiedział, że przez pierwszy rok od tragicznych wydarzeń prawie wcale nie wychodził z domu.

„Siedziałem w domu i tylko myślałem, jak to wszystko rozgryźć”. Następnie gorzko kontynuował:

„Nadal nic nie wiemy. Żebym wiedział, jaka była przyczyna i żebym miał pewność, kto za tym wszystkim stoi, to może byłbym spokojniejszy, ale nadal nic nie wiem. Najbardziej cierpi rodzina, bo kto może cierpieć? W Poznaniu już dwa lata sprawa trwa, a nadal nie ma żadnego rozwiązania.” – żali się Pan Andrzej.

Ojciec Ewy Tylman w wywiadzie przyznał, że jego życie od śmierci córki zmieniło się diametralnie.

„To życie pędzi naprzód i nie da się go zatrzymać. Cały czas myślami jesteśmy przy dziecku, przy Ewie, ale jej nie ma. To jest właśnie ta tęsknota, że jej nie ma, że nie można z nią porozmawiać. To była dziewczyna pełna życia, chciała się rozwijać, planowała rozpoczęcie studiów magisterskich. To jest bardzo przykre… Jak inaczej można to powiedzieć? A czas nic nie zmienia, nic.”

Jak twierdzi najgorzej jest jak odwiedza jej grób na cmentarzu. Jak zdradził:

„To jest ciężkie przeżycie. Jak się stoi przy grobie, to myśli przychodzą różne i wciąż jest ten sam przeszywający smutek.”

Dopytywany, jak według niego wyglądałoby teraz jego życie, gdyby Ewa żyła, odpowiedział przejmująco:

„Na pewno uczyłaby się dalej. Na pewno by się rozwijała. Być może zaprowadziłbym ją do ołtarza, a nie na cmentarz… To jest najgorsze, że dziecka nie ma, a teraz mamy wnuki i na pewno by się cieszyła z nami, a jej nie ma.”

W wywiadzie zapytano go czy zdarza mu się płakać za Ewą, powiedział:

„Oczywiście, że tak. Mimo że facet powinien być twardy, to pojawiają się łzy. Najtrudniej jest chyba, kiedy przychodzą święta… Ale zaciskam zęby. Muszę twardo stąpać po ziemi, bo jak się zacznę rozklejać, to nie będzie dobrze. Muszę też myśleć o bliskich. Żona na to patrzy. Ona choruje i przeżywa tę stratę bardzo mocno, cały czas pyta „dlaczego jej nie ma?”. Mamy jednak jeszcze dla kogo żyć. Mamy dwóch synów, fajne synowe i wnuki. Cały czas się wspieramy.”

Źródło: natemat.pl

REKLAMA