
Łotewski minister spraw zagranicznych przedstawił w parlamencie swój coroczny raport na temat działalności swego resortu i sytuacji międzynarodowej. Jego wystąpienie zostało skrytykowane nawet przez posłów macierzystej partii, którzy zarzucili mu uleganie politycznej poprawności.
Edgars Rinkēvičs mówił m.in o coraz mocniejszych w Europie populizmie i nietolerancji. Według niego w krajach o ugruntowanej demokracji narastają „agresja i mowa nienawiści”. „Fala populizmu rozszerza się w świecie zakłamując rzeczywistość, dostarczając opinii publicznej niczym niepodpartych złudzeń, półprawd i ewidentnych kłamstw” – mówił Rinkēvičs.
Fragmenty wystąpienia dotyczące populizmu, „mowy nienawiści”, czy narastającej nietolerancji zostały mocno skrytykowane przez posłów z jego własnego ugrupowania – Zjednoczenia Narodowego. Jego szef Edvīns Šnore wskazał, że minister spraw zagranicznych bardzo mało miejsca poświecił imigracji, która jest największym problemem Europy. Przy czym w swym wystąpieniu nawoływał do przyjmowania przybyszy, podczas gdy aż 80% Łotyszy jest temu przeciwne – wskazywał szef Zjednoczenia Narodowego.
Šnore powiedział, że minister spraw zagranicznych stara się przystosować do krótkowzrocznej polityki państw Zachodu. – W tych krajach sprzeciw wobec imigracji jest demonizowany, a poprawność polityczna bierze górę nad zdrowym rozsądkiem. Nie powinniśmy dawać im żadnej fałszywej nadziei, że będziemy razem z nimi ponosić konsekwencje ich własnych czynów.