
Czy polska polityka straci na utracie posła Stefana Niesiołowskiego zwanego od niedawna „jurnym”? Raczej nie, choć i tak ciężko wyobrazić sobie Sejm bez niego czy znanej z równie merytorycznych i kulturalnych wypowiedzi poseł Krystyny Pawłowicz.
Jednak kariera jurnego Stefana zbliża się do końca. Wszystko przez ujawnioną seksaferę korupcyjną z jego udziałem.
Szef PSL i klubu parlamentarnego PSL-UED Władysław Kosiniak-Kamysz został zapytany o to, czy jurny Stefan znajdzie się na listach wyborczych. Odpowiedź była jednoznaczna.
– Nie pojawi się na listach – odpowiedział krótko TVP Kosiniak-Kamysz. – Oddał się do dyspozycji, zadeklarował zrzeczenie się immunitetu, będzie wyjaśniał swoją sprawę – dodał.
Przypomniał też, że jurny Stefan w czasach PRL za działalność opozycyjną spędził ponad cztery lata w więzieniu. Zaznaczył też, że drugiej takiej osoby w polskim parlamencie nie ma i że Niesiołowski „ma prawo do obrony” oraz wyjaśnienia sprawy.
Przypominamy, że CBA aresztowało trzech biznesmenów, którzy mieli wręczać niecodzienne łapówki Stefanowi Niesiołowskiemu. Miały one przybierać m.in. formę finansowania i organizowania orgii seksualnych z prostytutkami i kelnerkami, w których jurny Stefan – jak nazwali go biznesmeni, którzy wręczali „łapówki” – przebierał jak w rękawiczkach. Ponadto do swoich seksualnych ekscesów kazał też przynosić sobie fasolkę po bretońsku.
Afera wybuchła w momencie kryzysu wizerunkowego PiS. „Onet” dotarł do informacji wskazujących, że CBA przekazało dostęp do materiałów o jurnym Stefanie już w 2015 roku.
Źródła: se.pl/nczas.com