Szokujący proces w Opolu! Zwabił do Niemiec swojego ojczyma i zrobił z niego niewolnika

REKLAMA

Według prokuratury oskarżony miał zwabić w 2010 roku do Niemiec Bernarda M., który pół roku wcześniej ożenił się z matką oskarżonego, a następnie – wykorzystując jego niezaradność i nieznajomość języka – przez trzy lata wykorzystywał pokrzywdzonego m.in. zabierając mu zasiłki z opieki społecznej i zmuszając do prac domowych. Ostatecznie pewnej nocy pokrzywdzony miał uciec z Niemiec do Polski, gdzie chciał się ukryć przed zemstą pasierba i członków jego romskiej społeczności.

Przed sądem Tomasz K. zapewniał, że historia opowiedziana przez Bernarda M. jest zmyślona, a to on sam jest ofiarą pomówień ojczyma. Zapewniał, że nic nie wie o tym, jakoby ojczym – posiadający podwójne obywatelstwo – miał za ślub z jego matką otrzymać cztery tysiące euro. Przyznał, że niemieckie władze chciałby wydalić jego matkę do Polski, a tamtejsza policja prowadziła śledztwo w sprawie legalności jej związku z Bernardem M. Zapewnił jednak, że nie znaleziono dowodów na popełnienia przestępstwa. Dziwił się, że sąd i prokuratura zajmują się sprawą opartą na zmyślonej historii.

REKLAMA

Tomasz K. zeznał, że po ślubie jego matka i pokrzywdzony przyjechali do Niemiec, gdzie konkubina oskarżonego załatwiała dla nich mieszkanie socjalne i zasiłki. Jak twierdził, Bernard M. w Niemczech nie pracował, utrzymywał się z zasiłków, a jego głównym zajęciem było picie alkoholu. Zaprzeczył, jakoby sam poił pokrzywdzonego alkoholem, by w ten sposób wyłudzić wyższy zasiłek przysługujący osobom uzależnionym. Nie przyznał się także do zmuszania ojczyma do prac w domu i zabierania mu pieniędzy z zasiłków.

„U nas, Romów, jest tak, że mężczyzna nie może sprzątać domu. Od tego są kobiety. Nieważne, czy to Polak, czy Rom. To nieprawda, że ktoś straszył ojca mojej matki. My, Romowie, szanujemy starszych. My mówimy głośno w domu i może on się bał, że ja albo mój syn mówimy o nim, a wiadomo, że jak ktoś dużo pije, to się robi mały, jak się głośno przy nim mówi. Ale nikt go nie straszył ani nie bił, bo niby po co miał to robić” – wyjaśniał oskarżony.

Zapewniał, że nie wie, dlaczego i dla kogo ojczym – nie znając niemieckiego – brał na swoje nazwisko telefony komórkowe w różnych sieciach i po co kupił samochód, skoro, według wiedzy oskarżonego, nie potrafił kierować. Jego zdaniem, ojczym mógł to robić, żeby zdobyć pieniądze na alkohol, który pił z nieznanymi mu osobami. W ocenie Tomasza K. to alkohol i niewłaściwe postępowanie było przyczyną zdarzenia, w wyniku którego ojczym trafił do niemieckiego szpitala z połamanymi żebrami.

„On na kilka dni wychodził z domu. I raz spadł z mostku. Nie wiem dokładnie, jak się to stało. Nikt go nie pilnował. Przecież nikt go nie wiązał łańcuchami, dzisiaj niewolnictwa nie ma” – podkreślał podsądny.

Na następnej rozprawie, której terminu sąd jeszcze nie wyznaczył, ma zeznawać pokrzywdzony. Tomaszowi K. za przestępstwo handlu ludźmi grożą nie mniej niż trzy lata więzienia.

(PAP)

REKLAMA