Milioner – zwyrodnialec z Nowej Soli wpadł w ręce policji. Unika odsiadki zasłaniając się koniecznością leczenia psychiatrycznego

Kajdanki, areszt. Obrazek ilustracyjny. Fot. Pixabay
Kajdanki, areszt. Obrazek ilustracyjny. Fot. Pixabay
REKLAMA

Marek W., milioner z Nowej Soli po dwóch latach ukrywania się wpadł w ręce policji. 48-latek maltretował, gwałcił i upokarzał swoich pracowników. Teraz jednak – zamiast do więzienia – trafi na badanie psychiatryczne.

Zwyrol-milioner usłyszał już jeden wyrok za znęcanie się nad pracownikami. Maltretował ich, poniżał a nawet gwałcił. Ucinał im zarobki pod byle pretekstem. Jednej osobie wbił nawet długopis w rękę, nieraz dał komuś po twarzy. Zdarzyło się nawet, że zmusił pracownika „za karę” do biegania nago po firmie.

REKLAMA

Według śledczych, ofiarą zwyrodnialca padło co najmniej 25 osób. Został skazany na półtora roku więzienia. Ale za kratami nie spędził jeszcze ani dnia. Obrońcy wygrali bowiem warunkowe zawieszenie.

To rozzuchwaliło milionera z Nowej Soli. Zwyrol postanowił – na fali bezkarności pobłażliwych sądów – wziąć się za gwałcenie swoich pracownic. Sąd I instancji skazał go za to na osiem lat więzienia. Milioner złożył apelację i zniknął. W tym samym czasie w innym procesie za wyłudzenie unijnych dopłat otrzymał karę 5 lat pozbawienia wolności.

Gwałciciel zerwał kontakty z rodziną, zapuścił wąs, brodę, zmieniał adresy zamieszkania. Ukrywał się w ten sposób przed wymiarem sprawiedliwości, który wystawił za nim dwa listy gończe.

Milioner z Nowej Soli wpadł kilka dni temu w Górze koło Leszna w województwie wielkopolskim. Sąd Apelacyjny w Zielonej Górze – ku osłupieniu pełnomocnika zgwałconych kobiet – postanowił, że Marek W. trafi na obserwacje psychiatryczną, o co wnioskowała obrona zwyrola. Należy nadmienić, że według biegłych był raczej poczytalny.

Wychodzi na to, że drugi raz ci sami psychiatrzy będą opiniować tego samego człowieka. To kuriozalne – mówi Michał Sienkiewicz, pełnomocnik ofiar.

Termin badania wyznaczono na 18 marca. Później kolejny miesiąc trzeba będzie czekać na opinię biegłych. Po niej Marek W. znajdzie się za krata mi, albo na leczeniu w zakładzie zamkniętym.

Źródło: se.pl

REKLAMA