Tajna organizacja przeciwników Kima napadła na ambasadę Korei Północnej w Madrycie. Czy wspierają ją amerykańskie służby?

Kim Dzong Un i Donald Trump. / fot. PAP/Newscom
Kim Dzong Un i Donald Trump. / fot. PAP/Newscom

22 lutego doszło do napadu na ambasadę Korei Północnej w Madrycie. Jak donosi „Washington Post”, nieznani sprawcy wykradli dokumenty i kontaktowali się później z FBI. Gazeta twierdzi, że za atakiem stoi sekretna organizacja przeciwników reżimu Korei Północnej. Władze Hiszpanii potwierdzają, że w tej sprawie jest prowadzone śledztwo.

Hiszpańskie media szeroko informowały o ataku na ambasadę Korei Północnej, do którego doszło w Madrycie 22 lutego – na kilka dni przed drugim w historii spotkaniem prezydenta USA Donalda Trumpa i północnokoreańskiego przywódcy Kim Dzong Una w Hanoi.

Jak potwierdziły władze Hiszpanii, lokalne organy ścigania prowadzą śledztwo. Nie są jednak znane żadne szczegóły. Policja nie ujawnia ich dla dobra śledztwa.

Według „El Pais”, do ataku doszło w ciągu dnia. 10 napastników z atrapami broni palnej wtargnęło na teren ambasady oraz pobiło i obezwładniło jej pracowników. Dwie z ofiar wymagały pomocy medycznej. Napastnicy przesłuchali personel placówki.

Ofiary zostały skrępowane przez atakujących sznurem. Napastnicy wynieśli z placówki m.in. komputery, dokumenty i telefony komórkowe. Następnie uciekli dwoma luksusowymi samochodami, które miały dyplomatyczne tablice rejestracyjne, prawdopodobnie skradzione z placówki. Nie były ścigane przez policję. Napastnicy porzucili je na jednej z ulic w pobliżu ambasady.

Cały atak miał trwać około czterech godzin. „El Pais” donosiła, że jedna z kobiet zdołała uciec podczas napaści i krzykiem zaalarmować okolicznych mieszkańców. Ci wezwali policję. Jednak, gdy funkcjonariusze zapukali do drzwi ambasady, otworzył im mężczyzna i poinformował, że w placówce nie dzieje się nic złego. Policja nie miała prawa wkroczyć na teren ambasady.

W pierwszych doniesieniach spekulowano na temat rabunkowego podłoża ataku. Nowe szczegóły ujawnione w ostatnich dniach przed światowe media sugerują jednak, że atak został przeprowadzony przez sekretną organizację, która mogła działać we współpracy ze służbami wywiadowczymi.

Informacje na temat możliwej tożsamości sprawców ujawnił „Washington Post”, powołując się na swoich rozmówców. Według nich napastnicy podają się za członków sekretnej organizacji północnokoreańskich dysydentów, którzy chcą obalić reżim Kimów.

Organizacją tą ma być Cheollima Civil Defense, która 1 marca zmieniła nazwę na Free Joseon (Wolny Joseon). Jest to nawiązanie do nazwy państwa koreańskiego istniejącego od XIV do XIX wieku. O członkach tej organizacji po raz pierwszy stało się głośno w marcu 2017 roku, gdy poinformowano, że wywieźli oni z chińskiego Makau i ukryli w bezpiecznym miejscu syna zamordowanego miesiąc wcześniej Kim Dzong Nama, brata Kim Dzong Una. Akcja ta miała zostać przeprowadzona na prośbę rodziny zamordowanego. Członkowie grupy dziękowali za wsparcie władzom m.in. Chin, USA i Holandii.

Po ataku na ambasadę w Madrycie pojawiły się spekulacje na temat powiązań sprawców ze służbami państw trzecich – głównie amerykańskimi. „Jakiekolwiek znaczące powiązania pomiędzy grupą i władzami USA mogą skomplikować negocjacje nuklearne (USA i Korei Północnej – red.), biorąc pod uwagę deklarowany cel grupy, jakim jest obalenie i zastąpienie północnokoreańskiej dynastii Kimów” – czytamy w „Washington Post”.

Źródło: tvn24.pl