
Brytyjska premier Theresa May powiedziała, że liczy na wypracowanie wraz z liderem opozycyjnej Partii Pracy Jeremym Corbynem „propozycji, która będzie mogła liczyć na większość głosów w Izbie Gmin i zrealizuje wynik referendum” ws. wyjścia z UE. Zwolennicy Brexitu oskarżają ja o zdradę i oddanie władzy w ręce marksistowskiego lewaka.
May uważa, że tylko porozumienie z lewakiem Corbynem „zapewniłoby, iż ludzie nadal mogliby mieć zaufanie, że politycy robią to, do czego zostali poinstruowani” przez wyborców.
W trakcie cotygodniowej sesji pytań i odpowiedzi w Izbie Gmin May podkreśliła, że jej zdaniem jest sporo obszarów, w których zgadza się z Corbynem ws. Brexitu, nawiązując do jego wieloletniej krytycznej postawy wobec Unii Europejskiej.
– Myślę, że oboje chcemy doprowadzić do wyjścia ze Wspólnoty z porozumieniem; myślę, że oboje chcemy chronić miejsca pracy, zakończyć swobodę przepływu osób i zdajemy sobie sprawę ze znaczenia umowy ws. wyjścia – wyliczała.
Premier była jednak w ciągu ostatniej doby ostro krytykowana przez polityków z własnej Partii Konserwatywnej za to, że zdecydowała się na rozpoczęcie ponadpartyjnych negocjacji z Corbynem, którego wcześniej wielokrotnie ostro atakowała jako niezdolnego do stanięcia na czele kraju.
Do dymisji podał sie m.in wiceminister ds Walii Nigel Adams, który jednocześnie pilnuje partyjnej i rządowej dyscypliny w Parlamencie. Adams wprost nazywa Corbyna „człowiekiem porażką”. Według niego premier rządu „zleciła przeprowadzenie Brexitu marksiście”.
„Mamy teraz dwa wielkie wyzwania. Musimy przeprowadzić Brexit za czym głosowali obywatele i zapobiec katastrefie rządów Corbyna. Teraz ryzykujemy tym, że na obu polach poniesiemy klęskę” – napisał Adams składając dymisję.
Negocjacje z opozycją będą prawdopodobnie wymagały znacznej zmiany stanowiska negocjacyjnego rządu w Londynie, co może doprowadzić do jeszcze większych podziałów wśród torysów.
Partia Pracy opowiada się za tzw. miękkim Brexitem, zakładającym przede wszystkim pozostanie w unii celnej, a także zbieżność regulacyjną ze wspólnym rynkiem UE przy jednoczesnym zachowaniu wspólnych instytucji, udziale w unijnych agencjach i programach (np. Erasmus) oraz bliskiej współpracy w zakresie polityki bezpieczeństwa.
Takie rozwiązanie wiązałoby się m.in. z dalszym brakiem kontroli nad polityką handlową, której odzyskanie było jednym z haseł zwolenników Brexitu.