
Pod koniec lutego nastolatka została dotkliwie pogryziona przez hordę psów. Dziewczyna znalazła się w szpitalu z rozległymi ranami. Rodzina poszkodowanej jest przekonana, że zwierzęta należały do sąsiada, który do niedawna był w posiadaniu kilkunastu psów.
Sprawę opisała „Gazeta Pomorska”, której pracownicy rozmawiali zarówno z rodzicami ofiary, jak i sąsiadem, któremu zarzuca się, że to właśnie jego psy zaatakowały dziewczynę.
Całe zajście miało miejsce 23 lutego. 17-letnia Natalia została zaatakowana przez psy po tym, jak wyszła z domu chcąc udać się na trening. Miało być ich aż kilkanaście. Dziewczynie udało się dodzwonić do ojca, który ruszył córce na ratunek i odgonił agresywne zwierzęta.
Mimo to Natalia została poważnie pogryziona. Na jej ciele znajdowały się rany szarpane. Psy wygryzły kawałki uda. Gruba odzież uchroniła ją przed poważniejszymi obrażeniami. Po 10 dniach na oddziale chirurgicznym Natalia opuściła szpital. Mimo to wciąż jest bardzo roztrzęsiona a rany nadal się goją.
Rodzina nastolatki jest przekonana, że psy, które zaatakowały Natalię należą do sąsiada, który mieszka obok. Choć posesja mężczyzny jest odgrodzona, to psom wielokrotnie udawało się wydostać na zewnątrz i atakować mieszkańców. Ten stanowczo zaprzecza tym doniesieniom i zapewnia, że ma jedynie siedem kundelków, które znajdują się na obserwacji.
Policja prowadzi śledztwo pod kątem „naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia na czas powyżej 7 dni poprzez niezapewnienie ochrony przed zagrożeniem ze strony psów dla innych osób oraz brak sprawowania nadzoru nad psami, w wyniku czego doszło do pogryzienia małoletniej (…)”.
Mężczyzna na razie nie usłyszał żadnych zarzutów. Obecnie ma status podejrzanego.
źródło:fakt.pl
