Kuriozalne tłumaczenie policjantów. Kłamstwo funkcjonariuszy miało krótkie nogi. Teraz mają kłopoty

Policja/fot. ilustracyjne/fot. Lukas Plewnia, CC BY-SA 2.0, Flickr
Policja/fot. ilustracyjne/fot. Lukas Plewnia, CC BY-SA 2.0, Flickr

Para łódzkich policjantów nie nagrała swojej interwencji, mimo że mają taki obowiązek. Tłumaczyli się, że wyczerpały im się baterie w kamerkach. To tłumaczenie było na równi nieprawdziwe, co naiwne. Teraz mają problemy.

Policyjny patrol został wezwany do interwencji. Nieznany mężczyzna chciał zgwałcić studentkę. Każdy z policjantów ma przy sobie osobistą kamerkę, która nagrywa interwencję. Okazało się, że żadna nie była włączona.

Rzecznik łódzkiej policji tłumaczyła, że wszystko to przez wyjątkowe pechowe jednoczesne wyczerpanie się baterii w obu kamerkach. To oświadczenie Joanny Kąckiej z łódzkiej policji mogło wzbudzić podejrzenie.

Sprawa miała dalszy ciąg, ponieważ poszkodowana studentka p. Aleksandra opisała w internecie tę sprawę, skarżąc się na obcesowe zachowanie policjantów.

Pan Policjant krzyczał na mnie, że zamiast robić sceny, to może lepiej bym się wychyliła przez okno i wyglądała za sprawcą – relacjonowała.

W związku z tym postanowiono sprawdzić zapis z kamerek tego zdarzenia. Okazało się, że nagrań nie ma.

Patrol pracował od godziny 19 w niedzielę. Do zdarzenia doszło około 5:30 w poniedziałek. Niestety, w obu urządzeniach zabrakło zasilania. Pech jest taki, że to była jedenasta godzina służby – powiedziała rzecznik łódzkiej policji.

Wątpliwości co do tego pechu miała łódzka prokuratura, która zabezpieczyła kamery i przekazała je do badania.

Urządzenia zostały przekazane do dystrybutora, bo tylko on dysponuje technicznymi możliwościami odczytu danych z kamer. Dystrybutor na polecenie prokuratury odczytał dane z obu urządzeń, stwierdzając, że żadnej tajemniczej i wyjątkowo pechowej awarii nie było. Bo chociaż baterie faktycznie były już słabe, to urządzenia pracowały.

Z otrzymanych przez nas ekspertyz wynika, że oba urządzenia w czasie interwencji były włączone i pracowały w trybie buforowania. Wszystko wskazuje na to, że nie doszło do naciśnięcia guzika nagrywania. Ekspertyza wykazała też, że nikt nie próbował ingerować w to, co zapisało się na karty pamięci. Ale żeby filmów nie było, wcale nie trzeba było tego robić – tłumaczy Krzysztof Kopania z łódzkiej prokuratury.

Nie wiadomo dlaczego policjanci przedstawili zatem naiwną wersję o rzekomo rozładowanych bateriach.

Niedoszły gwałciciel został złapany. Okazało się, że zaatakował jeszcze dwie inne kobiety. Na szczęście bezskutecznie.

Źródło: tvn24.pl

6 KOMENTARZE

  1. No po prostu sensacja dnia. Policjanci zapomnieli nagrać interwencję. Szokujace!!!

    • Problem że Ci co mają stać na straży prawa sami Mataczą – nie dostrzegasz tego?

    • Redaktorkowi wyschły gałki w oczach i nie doczytał?

Comments are closed.