Świat na krawędzi wojny. USA mogą zaatakować Iran nawet bez zgody Kongresu

Mike Pompeo i grzyb atomowy - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP/Pixabay
Mike Pompeo i grzyb atomowy - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP/Pixabay

Sekretarz Stanu Mike Pompeo wyraził opinię, że USA do ataku na Iran nie potrzebują zgody Kongresu. Takie ma być stanowisko amerykańskiej administracji.

Wystarczającą podstawą do takiego ataku byłoby specjalne zezwolenie na użycie sił wojskowych z roku 2001, które zaordynowano jeszcze po zamachu z 11 września na World Trade Center.

Właśnie o wykorzystanie tego zezwolenia wobec Iranu i tamtejszych Strażników Rewolucji pytał Pompeo wcześniej senator Rand. Sekretarz Stanu dyplomatycznie odpowiedział, że to kwestia dla prawników.

Dociśnięty przez Randa o związek Iranu z zamachami sprzed prawie 18 lat, odpowiedział jednak, że „pytanie dotyczące powiązań Iranu z Al-Kaidą jest na rzeczy” i dodał – „Gościli Al-Kaidę, zezwolili Al-Kaidie na tranzyt przez ich kraj. Nie ma wątpliwości, że istnieje związek między Islamską Republiką Iranu a Al-Kaidą”.

Trzy dni później, nagle powiązana z irańską władzą organizacja „Strażników Rewolucji” została decyzją administracji prezydenta Trumpa wpisana na listę zagranicznych organizacji terrorystycznych. Pierwszy krok do zaatakowania Iranu został więc poczyniony.

Opozycja uważa, że upatrywanie w Iranie sponsora terroryzmu ze strony Al-Kaidy to absurd. Znacznie prędzej takich sponsorów można by znaleźć w skonfliktowanej z nimi Arabii Saudyjskiej.

Niektórym przypomina to nawet dość wątpliwe i do dzisiaj nie potwierdzone argumenty (broń chemiczna), które wywołały inwazję na Irak w 2003 roku za prezydentury George’a W. Busha.

Jednak atak na Iran przed wyborami 2020 r. i staraniem się przez Donalda Trumpa o reelekcję nie byłby najlepszym rozwiązaniem. Być może ta presja ma tylko zmusić Teheran do negocjacji, co pozwoliłoby jeszcze przed datą wyborów wskazać na sukces jego administracji. Pokerowa zagrywka czy nowy konflikt?

Comments are closed.