Biedroń bezczelnie kłamie. Nie zrobił nic z aferą pedofilską w Słupsku

Robert Biedroń/fot. PAP/Piotr Nowak
Robert Biedroń/fot. PAP/Piotr Nowak

Hipokryzja nie zna granic. Robert Biedroń na łamach mediów jest pierwszy do rozliczania pedofilów, ale dziwnym trafem nie pamięta już jak postąpił wobec afery pedofilskiej w Słupsku. A właściwie jak nie postąpił.

O co chodzi? O instruktora Pawła K., który w jednym z ośrodków kultury w Słupsku prowadził kurs nauki tańca. Dzisiaj ma postawione dziewięć zarzutów, w tym pięć o charakterze seksualnym na szkodę czterech małoletnich dziewczynek.

Wszystko działo się za kadencji Biedronia jako prezydenta Słupska. Co więcej, jeszcze przed poinformowaniem o sprawie opinii publicznej, nieoficjalne informacje spływały do urzędników w Słupsku. Nie podjęto jednak żadnych działań w tym kierunku.

Jak zachował się umoralniający na prawo i lewo lider partii Wiosna? – Podjąłem bardzo ważne decyzje, jakie powinno się podejmować: natychmiast zawiesiłem tego faceta i wysłałem dokumenty do prokuratury. Natychmiast to zrobiliśmy i tak powinno się dziać w takich sprawach i być standardem – stwierdził w poniedziałek wieczorem w programie „Kropka nad i” na antenie TVN24.

Na weryfikację tych słów nie trzeba było długo czekać. Bezczelne kłamstwa Biedronia demaskuje na Twitterze dziennikarz Radia Gdańsk Przemysław Woś.

Powołuje się na rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Słupsku, który twierdzi, że żadne dokumenty z urzędu miasta w Słupsku nie wpłynęły do prokuratury. – Uprzejmie informuję, iż z uzyskanych przeze mnie od prowadzącego śledztwo prokuratora informacji wynika, że (…) zarówno SOK w Słupsku jak i UM w Słupsku nie kierowały do tutejszej prokuratury pism, które nosiły cechy zawiadomienia o przestępstwie, którego miałby się dopuścić Paweł K. – informuje rzecznik.

Źródło: Twitter/Radio Gdańsk