Kochasz promocję „płacisz raz i jesz, ile chcesz”? Zobacz, jak oszukują cię restauratorzy. Proste triki zmieniają wszystko

Obfity posiłek w restauracji fot. instagram.com/myfunfoodiary/
Obfity posiłek w restauracji fot. instagram.com/myfunfoodiary/

Wydaje ci się, że promocja „płacisz raz i jesz, ile chcesz” to idealne rozwiązanie? Zdecydowanie nie dla klienta, na takich ofertach najbardziej zyskują restauratorzy. Nie wierzysz? Sprawdź, jakie triki stosują, aby dużo na tym zarobić.

Przede wszystkim pod uwagę trzeba wziąć wielkość talerzy i sztućców. Te są bowiem mniejsze od standardowych, co wydatnie wpływa na ilość zjadanego przez nas posiłku. Przede wszystkim chodzi tu o typowy ludzki wstyd. Większość klientów nie nakłada bowiem bardzo obficie wybranych dań, ponieważ czuje, że mogą być odebrani jako łapczywi.

Kolejny aspekt to szybkość jedzenia. Poprzez fakt, iż do rąk trafiają mniejsze sztućce, to łatwo stwierdzić, że średnio będziemy jeść wolniej niż normalnie, a to oznacza, że szybkie odczujemy uczucie sytości.

Jeśli już patrząc na sam fakt najedzenia, to tutaj również wystarczy prosta zagrywka ze strony restauratorów. Chodzi o ułożenie proponowanych dań. W pierwszym „rzucie” naszym oczom ukazują się posiłki, które zawierają dużą ilość skrobi, dzięki czemu są świetnym „zapychaczem”. Ziemniaki, ryż i gęste, zawiesiste sosy powodują szybkie zapełnienie żołądka.

Bardzo duże zyski przynosi również sprzedaż napojów. Najczęściej zdarza się, że nie wchodzą one w ofertę promocyjną, a w związku z tym musimy za nie dopłacić. Wystarczy, że cena każdej, przykładowej puszki coli zostanie podniesiona o kilkadziesiąt groszy. Przy masowości klientów, a większość z nich zdecyduje się na dokupienie napoju, zarobek będzie naprawdę duży.

Ostatnim podawanym sposobem na zmniejszenie kosztów, a podniesienie zysków, jest sezonowość produktów. Najczęściej restauratorzy decydują się przygotować dania, które zawierają tanie wówczas warzywa.

Nadal twierdzicie, że oferta „płacisz raz i jesz, ile chcesz” jest tak korzystna?

Źródło: Money.pl / NCzas.com

9 KOMENTARZE

    • Nie wyglada na to by Pan byl piotrem naiwnym.Smart!.Ponadto miejsca lansujace ten styl jedzenia nie grzesza pozytywnym stanem higieny.Na kontynencie amerykanskim takie miejsca sa nazywane pigsty.

    • wole wylozyc wiecej kasy i niech dobry kucharz mi cos przygotuje, jak rzucac sie na wszystko, by skosztowac,albo,by sie nazrec. Ale to jest moje zdanie, czasami z przyjaciolmi korzystamy z takiej oferty w ramach brunchu, ale to nie dla mnie.

  1. Promocje … znam pewne miejsce w moim mieście gdzie są prawdziwe promocje … można tam dostać po mordzie za darmo.

  2. Nie lubię barów „All you can eat”. Zawsze się człowiek nażre ponad miarę jakims syfem. Lepiej za te same pieniądze zjeść mniejszy, ale lepszy jakościowo posiłek w normalej restauracji.

  3. No właśnie raz mnie oszukani na tako oferte. Dano mi mały talerz, małe wiedelce i na początek kartofle. Więcej nie dam się oszukać. Zagłosuje na Konfederacje.

  4. Bo to Polska wlasnie. Na zachodzie bary typu “all you can eat” to najczesciej filie restauracji do ktorych trafiaja zapasy ktorych glowna restauracja nie bedzie w stanie spozytkowac. I woda jest w nich za darmo, trzeba placic tylko za napoje lub

Comments are closed.