Sportowe „babo-chłopy” nie ustępują. Nie chcą przyjmować leków obniżających testosteronu i zapowiadają apelację od wyroku federacji

Caster Semeny/ PAP/ EPA: SRDJAN SUKI
Caster Semeny/ PAP/ EPA: SRDJAN SUKI

Wysoki poziom testosteronu w organizmach zawodniczek zapewnia im po prostu dobre wyniki. Federacja Lekkoatletyczna chce jego zbicia lub zakazu startów. Przypomnijmy, że najgłośniej jest tu o biegaczce z RPA Caster Semenyi, która za bardzo nawet na kobietę nie wygląda, ale dotyczy to także innych.

Niedawno pisaliśmy o sprinterce z Indii. Testosteron to także problem Francine Niyonsaby z Burundi. Teraz przepisy IAAF krytykuje Margaret Wambui z Kenii. Na olimpiadzie w 2016 zajęła ona trzecie miejsce w finale 800 m. (bieg ten zresztą wygrała Semenya). Wambui oświadczyła, że nie weźmie „żadnych leków”, aby obniżać u siebie naturalny testosteron.

Trybunał Arbitrażowym ds. Sportu w Lozannie (CAS) odrzucił odwołanie dwukrotnej mistrzyni olimpijskiej Caster Semenyi w sprawie regulacji dot. rywalizacji biegaczek z naturalnie podwyższonym poziomem testosteronu. według zaproponowanych przez IAAF zasad, biegaczki z naturalnie podwyższony poziom testosteronu powinny przyjmować lekki w celu jego obniżenia.

Przyjęto dopuszczalny pułap 5 nmol na litr. Jeśli stężenie będzie niższe, zawodniczka będzie mogła startować w imprezach rangi mistrzowskiej. Obostrzenie obowiązywać ma tylko na dystansach od 400m do 1 mili.

Oznacza to, że niektóre konkurencje zostaną mocno przetrzebione. Nabuzowane testosteronem „zawodniczki” nie wystartują zapewne np. w tegorocznych mistrzostwach świata. Wambui chce wystartować na krótszych dystansach, gdzie te przepisy nie obowiązują. Semenya zaczęła biegać 3 km. Zawodniczki krytykują jednak federację i zapowiadają kolejne odwołania, ale czy słusznie?

1 KOMENTARZ

Comments are closed.