Generałowie zabrali głos. „Mamy tajną broń.” Iran nie boi się wojny, ale wierzy w racjonalnych amerykańskich dowódców

Ćwiczenia irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Foto: wikimedia
Ćwiczenia irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Foto: wikimedia

„Racjonalni Amerykanie i doświadczeni dowódcy amerykańscy” prawdopodobnie powstrzymają „radykalne elementy” Waszyngtonu i zapobiegną wojnie z Iranem – powiedział starszy rangą irański dowódca wojskowy, cytowany w sobotę przez agencję informacyjną Mehr.

„Wierzymy, że racjonalni Amerykanie i ich doświadczeni dowódcy nie pozwolą, by radykalne elementy doprowadziły ich do sytuacji, z której trudno byłoby się wydostać, i dlatego nie rozpoczną wojny” – powiedział zastępca dowódcy irańskiej armii generał brygady Hassan Seifi.

Tymczasem inny wysoki rangą przedstawiciel irańskiej armii, cytowany w sobotę przez agencję Mizan, powiedział, że Iran może zatopić okręty USA wysłane w rejon Zatoki Perskiej, używając do tego rakiet oraz – jak to ujął – „tajnej broni”.

„Ameryka (…) wysyła dwa okręty wojenne w ten region. Jeśli zrobią najmniejszą głupotę, wyślemy te statki na dno morza wraz z ich załogą i samolotami za pomocą dwóch pocisków lub dwóch (sztuk) nowej tajnej broni” – powiedział doradca irańskiego dowództwa wojskowego gen. Morteza Korbani.

Prezydent USA Donald Trump poinformował w piątek, że amerykańskie siły na Bliskim Wschodzie zostaną wzmocnione o 1500 dodatkowych żołnierzy. Jak tłumaczył, decyzja ta ma charakter prewencyjny w związku ze wzrastającym napięciem w stosunkach USA z Iranem.

Pentagon uściślił, że z USA wysłanych zostanie 900 dodatkowych żołnierzy, natomiast 600 jest już na miejscu, a ich misja zostanie przedłużona. To głównie osoby z obsługi rakiet Patriot, nadzoru lotniczego i mechanicy.

To kolejny ruch Trumpa wzmacniający amerykańskie siły na Bliskim Wschodzie. Dwa tygodnie temu doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton ogłosił decyzję o wysłaniu w tamten rejon grupy uderzeniowej okrętów wojennych i eskadry bombowców.

W ostatnich kilkunastu dniach relacje między Teheranem a Waszyngtonem stały się szczególnie napięte, gdy Iran podjął decyzję o wycofaniu się z niektórych zobowiązań umowy nuklearnej z 2015 roku, którą USA wymówiły w maju ub.r. Przedstawiciele irańskiej armii zagrozili atakami na siły zbrojne USA, jeśli nastąpiłby całkowity odwrót Stanów Zjednoczonych od tego porozumienia, zawartego między światowymi mocarstwami a Teheranem.

W odpowiedzi prezydent Trump zagroził, że jeśli Iran nadal będzie wysuwać pogróżki pod adresem USA, nie pozostanie to bez reakcji. „To będzie oficjalny koniec Iranu – pisał kilka dni temu Trump na Twitterze. – Nigdy więcej nie próbujcie straszyć Stanów Zjednoczonych”.

Amerykański przywódca mówił też, że Iran spotka się z „wielką siłą”, jeśli będzie próbował działać przeciwko interesom Stanów Zjednoczonych na Bliskim Wschodzie. Trump stwierdził jednocześnie, że jest gotów rozmawiać z Iranem, „gdy Teheran będzie na to gotowy”.

We wtorek prezydent Iranu Hasan Rowhani oświadczył, że także opowiada się za rozmowami z USA, ale obecnie nie jest to możliwe. „W obecnej sytuacji rozmowy są niemożliwe, dlatego jedynym wyjściem dla nas jest tylko opór” – mówił Rowhani, który wcześniej ostrzegał, że jeśli w ciągu 60 dni nie zostaną wypracowane nowe warunki umowy nuklearnej, Teheran wznowi produkcję wysoko wzbogaconego uranu. (PAP)