Niektórzy już w UE wybrali lub wybierają. Oficjalne wyniki będą w niedzielę wieczorem, ale…

Urna wyborcza - zdjęcie ilustracyjne. / fot. PAP/Wojciech Pacewicz
Urna wyborcza - zdjęcie ilustracyjne. / fot. PAP/Wojciech Pacewicz

Najwcześniej wybory do PE odbyły się w Holandii. Wg exit poll mieli je wygrać socjaldemokraci Timmermansa, ale warto poczekać na wyniki oficjalne, które mogą pokazać, że była to manipulacja wspierająca euro-lewicę.

Kilka krajów głosuje już do soboty. Tak jest w Irlandii, która ma 11 eurodeputowanych, ale wybierze 13, na wypadek, gdyby jednak Brytyjczycy zrobili w końcu swój Brexit i zwolnili dla tego kraju 2 miejsca.

Od soboty głosują także na Malcie. Po raz pierwszy zapanowała tu pajdokracja, bo prawo do głosowania mają już 16-latkowie. Tutaj walczy się o 6 mandatów. O ile Malta ma w wyborach do PE jedną z najwyższych frekwencji, to na szarym końcu pod tym względem jest Słowacja. Wynik 20% byłby już niezły. Tutaj także głosuje się w sobotę, ale wyniki zostaną podane dopiero w niedzielę wieczorem, chociaż „przecieki” znane są na ogół wcześniej.

W tygodniu i w dużej mierze internetowo głosowano też na Łotwie. W tym roku miała miejsce awaria systemu elektronicznego i głosowanie przedłużono. Do podziału jest tu mandatów.

W sobotę do urn wyborczych pójdą też… Polacy. Z tym, że chodzi tu o naszych rodaków zza oceanu, którzy głosują wcześniej ze względu na różnice czasu.