„Jerusalem Post” znów pisze o „polskich obozach śmierci”, nawet w artykule o… uzdrowiskach. Sprostowali dopiero po interwencji ambasadora

Yaakov Katz. / foto: YouTube
Yaakov Katz. / foto: YouTube
REKLAMA

Dopiero po interwencji ambasadora RP w Izraelu Marka Magierowskiego wydawany w języku angielskim izraelski dziennik „Jerusalem Post” skorygował internetową wersję swego opublikowanego w niedzielę artykułu, w którym użyto sformułowania „polskie obozy śmierci”.

Najciekawsze jest, że termin o „polskich obozach” wciśnięto do artykułu o turystyce zdrowotnej i fitness w… stolicy Chorwacji Zagrzebiu. Pisząc o tablicy upamiętniającej miejsce, gdzie stała zburzona podczas wojny główna zagrzebska synagoga, autor zaznaczył, że mordowanie Żydów w prowadzonym przez chorwackich prohitlerowskich ustaszów obozie koncentracyjnym w Jasenovacu „zniosło potrzebę deportacji do polskich obozów śmierci”.

REKLAMA

Ambasador Marek Magierowski wezwał w twittcie redaktora naczelnego gazety Yaakova Katza do skorygowania artykułu. Dodał, że jest niepojęte, że dziennik używa obraźliwego terminu „polskie obozy śmierci” nawet w artykule na temat uzdrowisk.

Katz opublikował wkrótce potem swą odpowiedź, która głosi: „Skorygowano to w internecie. Napisał to współpracownik zewnętrzny i niestety nie zostało to wychwycone przez naszych edytorów. Nie miałem problemu z uznaniem błędu. Życzyłbym sobie, by Pańscy naśladowcy w Polsce, którzy teraz przeklinają mnie, moją rodzinę i moją gazetę, uczynili to samo”.

W nowej wersji znajduje się obecnie sformułowanie o deportacjach do „nazistowskich obozów śmierci”. Przeklinać Katza nie będę, ale warto spytać, co Polacy mają „czynić tak samo”, czy prościej – co mają „korygować”?

Źródło: PAP

REKLAMA