
Ustąpienie Andrei Nahles z funkcji szefowej partii i frakcji SPD doprowadziło do kuriozalnej sytuacji – ci, którzy jeszcze kilka dni temu sondowali swe szanse na zajęcie jej miejsca, jak Martin Schulz, teraz robią wszystko, by uchylić się od odpowiedzialności.
Pierwszy był Schulz. Były szef SPD i były przewodniczący Parlamentu Europejskiego jeszcze przed ogłoszeniem decyzji Nahles wykluczył ubieganie się o kierownicze stanowiska w partii. Za jego przykładem poszli wicekanclerz i minister finansów Olaf Scholz oraz premier Dolnej Saksonii Stephan Weil.
Zarząd partii musiał sięgnąć po pomysł kolegialnego przewodnictwa, żeby w ogóle znaleźć kandydatów skłonnych stanąć na czele pogrążonego w kryzysie ugrupowania. Komisarycznie mają nim na razie kierować szefowa rządu Nadrenii-Palatynatu Malu Dreyer, premier Meklemburgii-Pomorza Przedniego Manuela Schwesig i szef struktur partyjnych SPD w Hesji Thorsten Schaefer Guembel. W pierwszych oświadczeniach wszyscy troje politycy zapewnili, że nie są do dyspozycji, jeśli chodzi o objęcie rzeczywistego szefostwa partii.
Strach i chowanie się po kątach politycznych weteranów wynika nie tylko z obawy, że mogą nie sprostać standardom ustanowionym przez legendarnego Willy’ego Brandta. Sondażowa bessa ugrupowania również nie jest w tym momencie decydująca. W Berlinie nie jest tajemnicą, że SPD to najbardziej toksyczne z niemieckich ugrupowań, które całkowicie straciło sterowność. Poszczególne koterie wewnątrz partii są bardziej zajęte knuciem i podkopywaniem nawzajem swoich pozycji niż równią pochyłą, po której się wszystkie staczają. Nie bez powodu na określenie siedziby partyjnej socjaldemokratów na imigranckim Kreuzbergu w Berlinie stosuje się oprócz oficjalnej nazwy Willy-Brandt-Haus także obiegową – „kłębowisko żmij”.
Zaprawiony w bojach Schulz, miał w 2017 roku podczas kampanii wyborczej do Bundestagu, kiedy był kandydatem na kanclerza, ze łzami w oczach żalić się na swoich „współpracowników”: „Śmieją się ze mnie. Uważają, że jestem żałosny”.
W trakcie tej samej kampanii sprzed dwóch lat Katarina Barley – ówczesna sekretarz generalna partii, a więc odpowiedzialna za wyborczą strategię ugrupowania – uciekła na stanowisko minister sprawiedliwości. Powód: nie potrafiła wyegzekwować wykonania swoich decyzji.
Proces, który doprowadził do obecnej sytuacji, był długotrwały i rozpoczął się w pierwszej połowie lat 2000. Wprowadzone przez ówczesnego kanclerza Gerharda Schroedera bolesne reformy rynku pracy i systemu opieki socjalnej (Agenda 2010) zostały uznane przez część elektoratu i działaczy partyjnych za zdradę socjaldemokratycznych ideałów. Następnie nadeszły fatalne w skutkach wielkie koalicje, kiedy Angela Merkel realizowała postulaty SPD jako swoje, odbierając temu ugrupowaniu centrowych wyborców.
Chociaż SPD wciąż jest największą (438 tys. członków) i najbogatszą (majątek – 202 mln euro) wśród niemieckich partii, to będzie jej trudno odbudować dawną świetność. W ostatnim sondażu przeprowadzonym przez instytut badania opinii Forsa uzyskała zaledwie 12 proc. poparcia, Zieloni – 27 proc., a CDU/CSU – 26 proc.
Jedno jest pewne – ani długa tradycja (SPD jest najstarszą niemiecką partią), ani gigantyczny majątek partii nie mają znaczenia, kiedy nie ma wyborców czy chociażby śmiałka, który zgodziłby się objąć stanowisko jej przewodniczącego.
(PAP)
![Wielopartyjny Sejm, PiS bez szans na utworzenie rządu. Korona Brauna z największym wzrostem [SONDAŻ] Zarobki posłów.](https://nczas.com/wp-content/uploads/2023/06/sejm-poslowie-1-100x70.jpg)
![Delegacja Korony niewpuszczona pod Ścianę Straceń, gdzie ginęli Polacy. Fritz mocno w Sejmie: To obszar eksterytorialny [VIDEO]](https://nczas.com/wp-content/uploads/2024/04/roman-fritz-100x70.jpg)





