Rusin ostro odpowiedziała posłance PiS! Gwiazdka „Dzień Dobry TVN” nie przebiera w słowach

Kinga Rusin. / foto: Instagram
Kinga Rusin. / foto: Instagram

Nie milkną echa afery z Kingą Rusin. Po tym jak gwiazda TVN darła się w kierunku Zofii Klepackiej „wstyd”, co później powtórzyła na Instagramie, kolejne znane osoby ze świata mediów i polityki krytykują prowadzącą „Dzień Dobry TVN”.

Przypomnijmy, że w dniu wyborów Klepacka i Rusin spotkały się pod lokalem wyborczym, choć raczej obie panie głosowały na inne ugrupowania. Doszło wówczas do spięcia między nimi, które zapoczątkowała Rusin drąc się „wstyd” przez całą ulicę do Klepackiej.

Później Rusin wraz ze swoim partnerem postanowiła założyć społeczność Biało-Czerwone Serca, w której to będzie walczyć z mową nienawiści i piętnować tych, z którymi poglądami się nie zgadza. Pierwszymi „nagrodzonymi” przez nią zostali Jan Pietrzak i Zofia Klepacka.

Inicjatywa doczekała się odpowiedzi ze strony posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. – Co za bezczelność i arogancja tych całkowicie wyalienowanych śmierdzących leni…Daję jej nagrodę antypolskiej chuliganki – napisała w swoim stylu.

Medialnej pyskówki ciąg dalszy, teraz padła odpowiedź ze strony Rusin, która nie pozostała dłużna. – Nasza społeczność @bialoczerwone_serca nie spodobała się posłance Pawłowicz. Padły słowa o byciu „antypolskim chuliganem”. Naruszają one dobra osobiste. Ale nas głównie rozśmieszyły – napisała Rusin.

W imię miłości i tolerancji Rusin straszy Pawłowicz pozwem. – Pani Pawłowicz, nas Biało-Czerwonych Serc jest więcej. Państwo Polskie to my wszyscy Polacy, a nie pani, wylewająca swoje frustracje. Proszę nienawiść zdusić w swoim sercu. Pomodlimy się za panią. A jak to nie pomoże, to panią pozwiemy. Przypomnimy pani granice wolności słowa – grzmi dziennikarka TVN.

No jak wiadomo, kiedy lewactwo krytykuje poglądy niepoprawne politycznie, jest to wolność słowa, a kiedy dzieje się to samo w drugą stronę, to już mowa nienawiści, naruszanie dóbr i w ogóle armagedon.

Ludzie czyniący zło zawsze się jakoś tłumaczą, np. że oni „tylko wypowiadają poglądy” albo „robią to co inni”. Ale wolność, w tym wolność słowa kończy się tam gdzie zaczyna krzywda drugiego – pisze Rusin.

Problem w tym, że słowa nie ranią w żaden konkretny sposób, nie można tego zero-jedynkowo stwierdzić, że od słów zaszła krzywda drugiej osoby, po prostu jeden rabin powie tak, drugi powie nie. Pomysł karania za słowa jest wprost wprowadzeniem do cenzury, która wiadomo kogo dotknie w pierwszej kolejności.

Źródło: gwiazdy.wp.pl/nczas.com