Co przynieśli Amerykanie Francuzom po 6 czerwca 1944 roku? Poza wolnością, rzeczy trochę zaskakujące

Amerykańscy żołnierze
Amerykańscy żołnierze "częstują" papierosami i coca-colą Fot. Twitter

Francuskie media poświęcają dużo uwagi 75 rocznicy lądowania aliantów na plażach Normandii. Dziennik „Le Figaro” opisuje kilka rzeczy, które napłynęły masowo do Francji razem z armią amerykańską.

6 czerwca 1944 r. 156 000 żołnierzy alianckich, z których większość była Amerykanami, ląduje na wybrzeżu Normandii. Po piętnastu godzinach walk i ponad 6,6 tys. zabitych żołnierzy US Army przyczółki zostają uchwycone. Rusza ofensywa wyzwalająca spod okupacji niemieckiej kolejne tereny.

Od samego początku żołnierze amerykańscy starali się zyskiwać sobie sympatię Francuzów. Służyły temu m.in. drobne prezenty. Za armią szło też obfite zaopatrzenie.

W ten sposób w 1944 r. zadomowiło się we Francji kilka nieznanych tu wcześniej lub rzadko spotykanych produktów, w tym m.in. guma do żucia, Coca-Cola i dżinsy Levisa, które stały się symbolami „amerykańskiego stylu życia”.

Guma do żucia z kieszeni amerykańskich żołnierzy szybko stałą się towarem pożądanym i przez tubylców. Na początku dominowała tu marka Wrigley, która byłą dostawcą dla US Army. Kilka lat później na prowadzenie we Francji wyjdzie „Hollywood Chewing Gum”. Współcześnie Francuzi są drugimi na świecie po Amerykanach konsumentami tego produktu.

Okulary Ray-Bana zostały stworzone w 1937 roku przez amerykańską firmę Bausch & Lomb. One też pojawiły się nad Sekwaną razem z żołnierzami zza oceanu. Firma produkowała gogle dla lotnictwa, a także okulary przeciwsłoneczne dla armii lądowej. Nosił je sam generał MacArthur.

W latach 50. w Polsce pojawiały się ich podróbki zwane właśnie „macarturkami”. We Francji firma Luxottica, która posiada obecnie Ray-Bana jest dzisiaj ekstraklasą optyki.

Coca-Cola byłą obecna w Europie jeszcze przed wojną (pierwszy zakład produkcyjny we Francji powstał w 1933), ale swój boom zawdzięcza czasom po wyzwoleniu. Po D-Day niektóre statki floty amerykańskiej są załadowane skrzyniami Coca-Coli i staje sięona napojem powszechnym.

„Przebojem” D-Day były też amerykańskie papierosy. Przede wszystkim upowszechniają się marki „Camel”, „PhilipMorris” i „Lucky Strike”. Jasny tytoń (blond) konkurował udanie z rodzimymi markami nieperfumowanych papierosów z ciemnego tytoniu („Gauloises”, „Gitanes”).

W porcjach żywnościowych żołnierzy USA były też rozpuszczalna kawa. Niedobory rynkowe w czasie wojny spowodowały, że weszła ona szybko i do francuskich kuchni i chociaż przegrywa z prawdziwą kawą, to ma niemały udział w rynku.

Dżinsy Levisa były przed wojną w Europie prawie nieznane. Model Levi’s 501 był specjalnie zmodyfikowany właśnie dla armii amerykańskiej. Wytrzymałe i praktyczne spodnie też były rodzajem „prezentu” związanego z lądowaniem w Normandii. Dzisiaj sprzedaje się we Francji rocznie 55 mln par dżinsów.

Źródło: Le Figaro

Reklama / Advertisement

Comments are closed.