Cywilizacja śmierci. W Szwajcarii dziesięciokrotny wzrost liczby eutanazji

Eutanazja. Obrazek ilustracyjny.
Eutanazja. Obrazek ilustracyjny.

Jakiekolwiek ustępstwa na rzecz cywilizacji śmierci zawsze mają taki sam skutek. Marginalne zjawisko natychmiast się rozszerza i wyjątki stają się regułami.

Tak bywa zawsze w przypadku aborcji. Prawodawcy argumentują ją wyborem „mniejszego zła”, „tragediami kobiet”, „dużą ilością nielegalnych zabiegów”. Po wprowadzeniu zabijania nienarodzonych, staje się to już „wolnym wyborem kobiety”, a nawet „prawem fundamentalnym”.

Podobnie bywa z eutanazją. Najpierw jest ckliwa historyjka o śmiertelnie chorym i cierpiącym człowieku, później jest „prawo do godnej śmierci”, a dalej już idzie z górki – eutanazja na życzenie, eutanazja nieletnich, a nawet osób w depresji.

W Szwajcarii, gdzie dopuszczono tzw. „wspomagane samobójstwa”, eutanazja szybko się banalizuje i coraz więcej osób kończy w ten sposób swoje życie. W ciągu 10 lat liczba eutanazji zwiększyła się tu dziesięciokrotnie.

Ma to wpływ na sąsiednie kraje, następuje relatywizacja i degradacja wartości życia. Nie rozwija się opieka paliatywna, a eutanazję zaczyna się uważać za coś „naturalnego”. Jej ofiarą zaczynają też padać ludzie zdrowi, którzy po prostu np. wpadki w depresję.

Rodziny niektórych takich ofiar prowadzą w Szwajcarii walkę przeciw organizacjom promującym eutanazję. Jedną z nich jest stowarzyszenie „Exit”. Jego członkowie-wolontariusze „odprowadzają” na śmierć i podtrzymują seniorów tej decyzji.

Tylko w 2018 roku „wolontariusze” z tej organizacji asystowali w Szwajcarii przy eutanazji 1,2 tys. osób. „Wspomagane samobójstwo” to już 1,5% wszystkich zgonów w tym kraju.