Gdzie jest granica głupoty?! Kinga Rusin podczas podróży mogła stracić WSZYSTKO

Kinga Rusin. / foto: Instagram
Kinga Rusin. / foto: Instagram

Użytkownik popularnej strony internetowej, „Wykop”, zrelacjonował współużytkownikom jak to pomógł Kindze Rusin ochronić jej dane osobowe, a w zamian nie usłyszał (ani nie zobaczył) nawet słowa podziękowania. Nierozważna celebrytka postanowiła upublicznić w mediach społecznościowych wrażliwe dane osobowe.

Użytkownik „Wykopu”, Paweł K., opisał jak to pomógł Kindze Rusin ochronić jej dane osobowe, które celebrytka lekkomyślnie umieściła w sieci. Nierozważna Kinga postanowiła podzielić się ze swoimi fanami informacją o wylocie do Stanów Zjednoczonych. By wszyscy dowiedzieli się o jej wycieczce, umieściła informację o niej na swoim profilu na Facebooku, który obserwuje 131 tysięcy osób.

„Przyjechałam tu głównie w interesach, aby rozmawiać o kolejnych składnikach dla naszych kosmetyków Pat&Rub, w ramach zaplanowanej współpracy z laboratoriami na sześciu kontynentach” – napisała w social mediach Kinga. Trudno uwierzyć, że celebrytka będzie rozmawiać o składzie kosmetyków (nikt nie podejrzewa jej o jakąkolwiek wiedzę z zakresu chemii, medycyny etc.), ale mniejsza o to. Dla całej historii ważna jest grafika, którą nasza nierozważna Kinga postanowiła dołączyć do wpisu:

Kinga Rusin wrzuca zdjęcie biletu do sieci Źródło: Screen z mediów społecznościowych
Kinga Rusin wrzuca zdjęcie biletu do sieci
Źródło: Screen z mediów społecznościowych

„Widzę to jako jedna z pierwszych osób, zupełnie przypadkiem (to temat na odrębną opowieść). Próbuję zebrać szczękę z podłogi: wydawało mi się, że temat tego, CZEGO NIE MOŻNA UPUBLICZNIAĆ w swoich mediach społecznościowych, jest powszechnie znany. W piekle znajdują się specjalne beczki ze smołą dla tych, którzy filmują smartfonami, trzymając je w pozycji wertykalnej… oraz tych, którzy beztrosko wrzucają do sieci swoje karty pokładowe.” – napisał użytkownik Paweł K.

Uwagę na lekkomyślność tego czynu zwrócili gwiazdce TVN-u również obserwujący ją fani z Facebooka.

Użytkownik „Wykopu” piszący o całej sytuacji nie mógł uwierzyć w tak daleko idącą lekkomyślność: Wciąż nie dowierzając w głupotę / niewiedzę (niepotrzebne skreślić), wchodzę na stronę Lufthansy w sekcję „Moje Rezerwacje”… i po prostu wpisuję pełne nazwisko, widoczne na karcie pokładowej (RUSINLIS) oraz numer rezerwacji.

Tak niewiele trzeba, by dotrzeć do naprawdę wrażliwych informacji, przy pomocy których można popsuć Rusin cały wyjazd. Przed osobami, które mają minimalną wiedzę o danych osobowych i sieci stanęły otworem informacje takie jak:

– pełne dane karty kredytowej (rozpoczyna się od cyfr 9922);
– szczegóły wcześniejszych i przyszłych połączeń (przykład: z Los Angeles do Frankfurtu Kinga Rusin leciała w klasie biznes, podobnie jak trasę do Los Angeles z Warszawy. Z kolei lot do Warszawy miała odbyć w klasie ekonomicznej, na miejscu w środku, czyli „B”);
– numer konta stałego klienta w Lufthansie (Frequent Flyer);
– dane osobowe, w tym pełne brzmienie imion i nazwisko („drugie imię” Kingi Rusin to Judyta) czy datę urodzenia;
– pełne dane paszportowe, łącznie z jego numerem i datą ważności (kończy się pod koniec października 2020 r.);

„Każda osoba, która zalogowałaby się na stronie Lufthansy danymi, które podała Kinga Rusin w swojej karcie pokładowej prezentowanej na Facebooku, mogłaby poznać chociażby szczegóły dotyczące numeru wizy do USA, posiadanej przez dziennikarkę – jak również inne informacje, przekazywane przez linie lotnicze władzom USA w ramach programu Advance Passenger Information System […] Tego typu dane w rękach osoby nieuprawnionej, która chciałaby zrobić z nimi coś niedobrego (dla Kingi Rusin), są po prostu bezcenne. Umówmy się: wszystko jest podane na talerzu i woła „wykorzystaj mnie”” – pisze w swoim artykule autor.

W wiadomości prywatnej Paweł K. poinformawał lekkomyślną Kingę o tym wszystkim, po czym wpis zniknął. Nie dostał jednak żadnej odpowiedzi zwrotnej, nawet krótkiego „dziękuję”.