Szokujące ustalenia o Korei Północnej. Gwałty są na porządku dziennym

Gwałt i uśmiechnięty Kim Dzong Un/fot. Pixabay/PAP
Gwałt i uśmiechnięty Kim Dzong Un/fot. Pixabay/PAP

Prawo Korei Północnej w ogóle nie przewiduje kar za molestowanie seksualne. Z kolei gwałty są zakazane, ale mało kto je zgłasza z wielu przyczyny. Efekt jest taki, że gwałty i molestowanie to chleb powszedni mieszkańców komunistycznego państwa.

Korea Institute for National Unification przeprowadziło badanie wśród uciekinierów z Korei Północnej. Wynika z nich, że aż 48,6 proc. spośród 1125 zapytanych osób uważa, że gwałty oraz przemoc seksualna są w Korei Północnej na porządku dziennym.

Najczęściej do gwałtów dochodzi w wojsku oraz w więzieniach. Osoby wyższe stopniem oraz sprawujące kontrolę czują się bezkarni.

Przez 4 dni nie dawali mi jedzenia i trzymali mnie w izolatce. Jak pojawił się nowy strażnik, to przyszedł i mnie zgwałcił. Nie odważyłam się postawić, bo bałam się konsekwencji – powiedziała w rozmowie z „Dzoson Ilbo” jedna z kobiet, która uciekła z Korei Północnej.

O ile gwałty są teoretycznie zakazane przez północnokoreańskie prawo, w praktyce nie jest to egzekwowane. W komunistycznym „raju” w 2008 roku skazanych za gwałt zostało pięciu urzędników. W 2011 roku – siedem osób, zaś w 2015 – trzy.

Za gwałt kary nie są szczególnie duże. Najczęściej skazany jest zsyłany na rok ciężkich prac. Z kolei molestowanie seksualne w ogóle nie występuje w północnokoreańskim państwie. W związku z tym nie ma za ten czyn przewidzianych żadnych kar.

Jest powszechną praktyką w Korei Północnej, by nękać ofiary, jeśli plotka się rozniesie. Wielu gwałtów w ogóle się nie zgłasza, bo uważane są za szkodliwe dla integralności kraju – stwierdziła Hyun In-ae, która zbiegła z Korei Północnej i pracuje w Korea Institute for National Unification.

Źródło: o2.pl