Zaskakujący wpis oskarżonego o megawały finansowe byłego rzecznika MON! „Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz”

Antoni Macierewicz i Bartłomiej Misiewicz/fot. PAP/Paweł Supernak
Antoni Macierewicz i Bartłomiej Misiewicz/fot. PAP/Paweł Supernak
REKLAMA

Bartłomiej Misiewicz jest już na wolności. Od razu dał znać na Twitterze, że na pewno jest niewinny. Ponadto – próbując udawać Jamesa Bonda – zaapelował, by podawać jego nazwisko w mediach.

W środę Sąd Okręgowy w Warszawie wyraził zgodę, by były rzecznik MON wyszedł z aresztu pod warunkiem wpłacenia poręczenia majątkowego w wysokości 100 tys. złotych. Poręczenie majątkowe zostało wpłacone w środę po południu przez rodzinę. Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu złożyła jednak wniosek o wstrzymanie postanowienia sądu.

REKLAMA

Rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Tarnobrzeg prokurator Andrzej Dubiel poinformował, że sąd nie wstrzymał wykonania postanowienia.

Bartłomiej Misiewicz opuścił już areszt. I dał znać Polsce na Twitterze, że nie ogląda świata zza krat.

Bardzo dziękuję za wszystkie wyrazy wsparcia i modlitwy!!! Jestem pewny, że udowodnię swoją niewinność przed Sądem. Tymczasem… carpe diem! :) – napisał na Twitterze były rzecznik MON.

Oprócz tego udzielił najwyraźniej zgody na podawanie swoich personaliów. – Ps. Nazywam się Misiewicz, Bartłomiej Misiewicz. A nie Bartłomiej M… ;) – dodał Misiewicz, ulubieniec Antoniego Macierewicza.

Były rzecznik MON Bartłomiej Misieiwcz przebywał w areszcie od 30 stycznia. Jest podejrzany o przekroczenie uprawnień i działanie na szkodę spółki PGZ.

Źródło: twitter.com/nczas.com

REKLAMA