
W polskiej polityce kończy się pewna epoka. No przynajmniej w sekcji memów politycznych. Ryszard Petru nie będzie już walczył o władzę w Polsce i wróci do biznesu. Trzeba jednak przyznać, że przynajmniej w poszukiwaniu wymówki zabrzmiał jak prawdziwy ideowiec.
„Nie wystartuję w jesiennych wyborach parlamentarnych. Będę pracował i zarabiał na życie” – zadeklarował Ryszard Petru. Miejmy nadzieję, że po przygodach z dotacjami dla .Nowoczesnej, ktoś na tym rynku ekonomistów jednak pana Ryszarda zatrudni.
Swoją decyzję Petru motywuje tak, że przez chwilę można by go uznać za ideowca, na dodatek mówi językiem który mógłby przemówić do wolnościowców bo „nie chce przykładać ręki do uchwalania kolejnych ustaw niszczących gospodarkę”.
Gorzkich słów Ryszard Petru nie szczędzi również swoim wyborcom.
„Dla naszego elektoratu ważniejsze jest zwycięstwo nad PiS niż program gospodarczy” – mówi.
Wśród argumentów, które przekonały go do zakończenia kariery są też takie, którymi non stop posługują się publicyści z lewej strony chcąc obrażać prawicowców. Mianowicie, Ryszard Petru obawia się, że nie jest w stanie walczyć z tym słynnym „populizmem”.
Przyszły rząd zderzy się z napiętym budżetem i koniecznością zaspokojenia obietnic, na które nie ma finansowania.
W opozycji mało kto podziela te obawy. Brak dziś partnerów, którzy patrzą z podobną troską na przyszłość gospodarczą.
Nie będę kandydował w wyborach do Sejmu. pic.twitter.com/PilWKc4ZNd
— Ryszard Petru (@RyszardPetru) June 30, 2019
„Nie jestem w stanie przeciwstawić się tendencjom populistycznym tak skutecznie, jak bym chciał” – powiedział.
Na pewno będziemy tęsknić za Ryszardem Petru, potrafił nas rozweselić jak mało kto. Na szczęście w jego byłym obozie jest sporo osób, które pretendują do zajęcia jego miejsca.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna