Zielonym zdecydowanie szkodzi upał! Minister Macrona: „Jesteśmy na wojnie”

15-letnia Greta Thunberg nie chodzi do szkoły bo strajkuje z powodu zmian klimatycznych. / YouTube
15-letnia Greta Thunberg nie chodzi do szkoły bo strajkuje z powodu zmian klimatycznych. / YouTube
REKLAMA

Popularny dziennikarz i działacz ekologiczny, pierwszy minister ds. środowiska w rządzie Macrona, Nicolas Hulot wezwał do jedności wszystkich partii politycznych, aby stawić czoła „wojnie klimatycznej”. Wystarczyło kilka dni upałów, a w zielonych głowach różnych działaczy najwyraźniej się zagotowało. Teza zmian klimatu stałą się już niepodważalną prawdą.

Czy słusznie? Rekcjom wyznawców nowej religii klimatycznej nie ma się co dziwić. Były zastępca dyrektora ds. środowiska w OECD, prof. Rémy Prud’homme widzi w histerii ekologicznej kaprys rozpieszczonego dziecka i impuls do wprowadzania totalitaryzmów. Nie ma też wątpliwóści, że chodzi tu nie o naukę, ale rodzaj nowej religii politycznej.

REKLAMA

Tematowi zmian klimatycznych został poświęcony numer francuskiego tygodnika „Valeurs Actuelles”. Do dyskusji zaproszono wielu naukowców, a ich opinie to większości kubeł zimnej wody na rozpalone upałami poglądy ekologów.

Prof. Rémy Prud’homme analizuje np. przypadek szwedzkiej nastolatki Grety Thunberg. Autystycznego dziecka manipulowanego przez wojujących działaczy – rodziców, która jego zdaniem opowiada totalne bzdury i jest cynicznie wykorzystywana.

Świta zwariował i dokonała się jego infantylizacja. Najwyższe władze państwowe i religijne, od prezydenta Francji, po papieża, przyjmują nastolatkę i traktują ją poważnie, słuchają. W rzeczywistości, mówi Prud’homme, miejsce 16-latki jest w ławie szkolnej, a nie np. w PE.

Tymczasem nastoletnia Greta stała się gwiazdą, ikoną popkultury, modelką, „mistrzem” i jak wiemy znalazła nawet naśladowczynie. Nowa religia potrzebuje przecież swoich… świętych.

W tym samym numerze temat ocieplenia klimatu omawia znany klimatolog, były wykładowca amerykańskiego MIT, członek Amerykańskiej Akademii Nauk Richard Lindzen. Naukowiec potępia zbiorową histerię, która może mieć negatywne skutki dla badań naukowych, choćby przez blokowanie cenzurą dyskusji na te tematy.

Lindzen wymienia 6 tez, co do których jest zgodna większość badaczy:
1. Obecna temperatura jest o 1 ° C wyższy niż pod koniec Małej Epoki Lodowcowej.
2. CO2 jest gazem cieplarnianym.
3. Wzrost CO2 musi prowadzić do pewnego ocieplenia.
4. Ilość CO2 wzrasta.
5. Działalność człowieka przyczynia się do wzrostu emisji CO2.
6. Klimat zmienia się przez całą historię Ziemi.

Punkt 5 jest jedynym, który stanowi przedmiot sporu, ale biorąc pod uwagę pozostałe elementy, nie ma naukowego uzasadnienia dla niepokoju. Nawet jeśli uznać, że większość ocieplenia ostatnich pięćdziesięciu lat to dzieło człowieka (51%).

Taka teza nie jest alarmująca, wg prof. Lindzena, ponieważ dotyczy bardzo minimalnych zmian, których wartość nie wiele przekracza 0, a które w dodatku opierają się na niepewnych danych i analizach.

Po drugie, mówi Lindzen, ostatnie ocieplenie wcale nie jest precedensowe. Niemal identyczny okres ocieplenia panował pomiędzy 1919 a 1940 r. i nie może być przypisany działaniom człowieka. Wreszcie, po trzecie, obserwowane obecnie ocieplenie mieści się w „niskiej czułości” zmian klimatu. Alarm można by włączyć przy tzw. „wysokiej czułości”.

Gdyby nawet założyć, że „wszystkie” czynniki ocieplenia ostatnich pięćdziesięciu lat były wywołane wydzielaniem się gazów cieplarnianych, to wrażliwość klimatyczna zamknęłaby się i tak w okolicach wzrostu o 1° C. Dodatkowo należy zauważyć, że „ociepleniu o około 1 ° C od XIX wieku, towarzyszyła poprawa wszystkich wskaźników dobrostanu człowieka, w tym jakości środowiska!”.

Lindzen dodaje, że niewielu naukowców jest zwolennikami idei realnego niebezpieczeństwa zmiany klimatu dla naszej planety, ale za to „wśród katastrofistów jest to… normą”.

Źródło: VA

REKLAMA