
Do niemieckich mediów przeciekł raport o stanie marynarki wojennej naszego zachodniego sąsiada. Jest katastrofalny. Wszelkie zagraniczne misje, w których miałyby uczestniczyć niemieckie jednostki są zagrożone. 6 lat Ursuli von der Laeyen na stanowisku minister obrony kończy się całkowitą katastrofą.
Niemiecka Marynarka Wojenna sporządziła pod koniec maja raport na temat stanu swych jednostek. Teraz przeciekł on do mediów. Jako pierwszy o istnieniu raportu poinformował tygodnik „Spiegel”.
Wynika z niego, że marynarka jest w fatalnym stanie – tak złym, że nie jest w stanie pełnić swych podstawowych funkcji, a także uczestniczyć w zagranicznych misjach, do czego jako członek NATO Niemcy są zobowiązane.
Łodzie, kutry, fregaty okręty, – mnóstwo jednostek jest zwyczajnie zepsutych. Dotyczy to zwłaszcza okrętów podwodnych, z których żaden praktycznie nie jest w stanie wypłynąć w morze. Już w 2017 roku donoszono, że ostatnie 6 jednostek podwodnych dostarczonych przez stocznię TKMS (ThyssenKrupp Marine Systems) nie jest w stanie wypłynąć w morze. Jedyny okręt, który to zrobił uległ awarii u wybrzeży Norwegii i musiał wrócić do stoczni.
W powietrzu wisi nadal ogromna afera korupcyjna związana z zatonięciem argentyńskiego okrętu San Juan, który także zbudowali Niemcy. Kilka lat temu okręt przechodził w niemieckich stoczniach wielki remont. Wymieniono mu m.in wszystkie akumulatory. Wtedy – w 2011 roku pojawiły się doniesienia iż przy zawieraniu kontraktu na remont doszło do wręczenia łapówki.
Zgodnie z raportem w przypadku aż 36 jednostek wszelkie ich operacje należy odłożyć o co najmniej 1,5 roku. W niektórych przypadkach nawet o 4 lata. Niemiecka flota nie jest w stanie zagwarantować jakiegokolwiek swego uczestnictwa w zagranicznych misjach NATO.
Kolejna przyczyną wielkiego kryzysu jest brak kadr. Zwyczajnie nie ma komu pływać. W cytowanym przez „Spiegel” raporcie dowództwo marynarki stwierdza, że „można ją wykreślić z wszelkich działań wojennych”.