Macron dokłada trzy grosze do „poprawności politycznej” futbolu. Chce przerywania meczów w przypadku wystąpienia „mowy nienawiści”

Emmanuel Macron. / foto: PAP
Emmanuel Macron. / foto: PAP

Kolejni politycy francuscy biorą się za „postępowe” reformy w piłce nożnej. Była szefowa PS, minister i kandydatka na prezydenta, pani Segolene Royal, wymyśliła np. piłkarskie mixty i nową dyscyplinę w postaci gry zespołów złożonych z niewiast i mężczyzn. Pojawił się też postulat zrównania zarobków piłkarzy i piłkarek. Teraz do piłki kopanej wtrącił się sam prezydent.

Emmanuel Macron stwierdził, że w przypadku wystąpienia na trybunach jakichkolwiek przejawów rasizmu lub homofobii należy natychmiast „systematycznie kończyć mecze”. Macron jest też w przypadku wystąpienia jakichkolwiek obelg na stadionie za obarczaniem za to odpowiedzialnością klubów.

Prezydent podzielił się swoimi uwagami podczas pobytu na finale piłkarskiego Pucharu Świata kobiet. Stwierdził, że „nie możemy przyzwyczajać się do homofobii i rasizmu pod pretekstem, że jesteśmy na stadionie”.

Pomysł przerywania meczów w przypadku nieodpowiednich reakcji kibiców, pojawił się już we Francji w kwietniu, po meczu Amiens – Dijon. Oburzono się wtedy się, że obrońca Gouano stał się obiektem wyzwisk, a minister sportu groziła klubom właśnie takimi sankcjami.

„Walka” z homofobią i rasizmem na stadionach najwyraźniej się intensyfikuje. Problem w tym, że nie chodzi już nawet o wychowywanie kibiców i kulturę dopingu, ale o zmuszanie trybun i zawodników do afirmacji „postępu”. Można tu przypomnieć choćby historię z narzuceniem zakładania przez kapitanów zespołów i trenerów tęczowych opasek podczas jednej z kolejek ligowych.