Jest nadzieja, że feministki same się wykończą. Gubernator Missisipi odmówił dziennikarce spotkanie sam na sam. Taka postawa Amerykanów jest coraz powszechniejsza

Gubernator stanu Missisipi Robert Foster odmówił dziennikarce spotkania sam na sam twierdząc, że może to zostać wykorzystane w
Gubernator stanu Missisipi Robert Foster odmówił dziennikarce spotkania sam na sam twierdząc, że może to zostać wykorzystane w "brudnej kampanii insynuującej jego niewierność" . Zdjęcie: governor.ms

Ubiegający się o urząd gubernatora stanu Missisipi republikański polityk Robert Foster wywołał burzę w mediach społecznościowych, nie zgadzając się na jazdę sam na sam z dziennikarką, o ile nie będzie jej towarzyszył mężczyzna – informuje Reuters. Kobiety staja się ofiarami mającego je chronić ruchu Me Too.

Dziennikarka Larrison Campbell poprosiła o możliwość towarzyszenia Fosterowi w mającej trwać 15 godzin podróży, odbywanej w ramach kampanii wyborczej. Sztab polityka odpowiedział jej, że musiałaby wziąć ze sobą innego mężczyznę.

Campbell publikuje swe poświęcone polityce artykuły na portalu informacyjnym Missisipi Today. Zrelacjonowała tam, że powiedziano jej, iż „optyka kandydata z kobietą, choćby pracującą jako dziennikarka, może zostać wykorzystana w brudnej kampanii, insynuującej niewierność małżeńską” i „nie można pójść na takie ryzyko”.

Mój redakcyjny zwierzchnik i ja zgodziliśmy się, że żądanie to jest seksistowskie” – dodała Campbell, zaznaczając, że oboje postanowili nie składać skargi w tej sprawie.

W swej replice na Twitterze Foster napisał: „Tak jak przewidywałem, dla liberalnej lewicy jest nie do pojęcia, że zdecydowałem się nie pozostawać z inną kobietą sam na sam. Nie może ona uwierzyć, że nawet w 2019 roku ktoś nadal ceni sobie relacje z własną żoną i kieruje się swą chrześcijańską wiarą”.

Przyczyny zachowania gubernatora mogą mieć tez inne podłoże. Mężczyźni coraz częściej obawiają się fałszywych oskarżeń o molestowanie seksualne. Ruch MeToo, który powstał po obnażeniu działań producenta filmowego Weinsteina przez ponad 30 lat wykorzystującego seksualnie kobiety, teraz paradoksalnie zaczyna kobietom szkodzić. Według badań przeprowadzonych w USA przez SurveyMonkey dla LeanIn.org ponad 60% mężczyzn boi się w pracy wchodzić w jakiekolwiek relacje z kobietami. To dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Mężczyźni obawiają się oskarżeń o molestowanie i mobbing. Nie chcą więc odbywać z kobietami indywidualnych spotkań, wyjeżdżać z nimi w podróże służbowe, chodzić na spotkania. Od czasu powstania ruchu #MeToo mężczyźni aż 9 razy częściej nie chcą się udawać z kobietami w delegacje. I 6 razy częściej unikają służbowych kolacji.

Unikają jakichkolwiek sytuacji, w których mogliby znaleźć się z nimi sam na sam. Nie chcą im dawać też żadnych wskazówek, wydawać poleceń, ani nimi kierować. Ryzyko oskarżeń o dyskryminację jest zbyt duże.

To utrudnia kobietom robienie karier zawodowych. Mężczyźni stanowią większość wyższej kadry zarządzającej w przedsiębiorstwach. Ograniczenie, czy całkowite unikanie kontaktów zarządzających z pracownikami niższego szczebla sprawia, że tym ostatnim trudniej jest awansować.

– Większość menadżerów i wysokiej kadry to mężczyźni – mówi wiceprezes Facebooka Sheryl Sandberg i założycielka LeanIn.org . – Jeśli nie chcą się oni nawet spotkać z kobietą, to nie ma ona najmniejszej szansy, by wykazać szefowi swą wartość. Nikt nigdy nie został awansowany bez spotkania z przełożonym twarzą w twarz – tłumaczył w programie telewizyjnym „CBS This Morning”.

Przeprowadzone badania jednoznacznie wskazują, iż zjawisko unikania kobiet w pracy ma bezpośredni związek z rosnącą popularnością ruchu #MeToo.