Psie mięso powodem podziałów społecznych w Korei Południowej. Na ulice wyszli obrońcy zwierząt i hodowcy

Kim Basinger na demonstracji w Korei Fot. Twitter
Kim Basinger na demonstracji w Korei Fot. Twitter

Psina, czyli mięso z psów stało się powodem napięć społecznych w Korei Południowej. Na ulice wyszli zarówno przeciwnicy tego „przysmaku”, jak i jego zwolennicy. Ci ostatni rozdawali nawet ulotki zachwalające walory smakowe i zdrowotne tego mięsa.

Psina jest częścią tradycji kulinarnych Korei Południowej, a co roku zjada się tam około miliona psów.

Spożycie jednako spada, a coraz więcej Koreańczyków ulega okcydentalizacji i uważa, że ​​pies jest przyjacielem człowieka, a nie zwierzęciem hodowlanym, które ma trafić na stół.

Gospodarstwa hodowlane psów są coraz częściej zamykane, a „obrońcy praw zwierząt” wzywający do całkowitego zakazu konsumpcji psiny, wytaczają im procesy. Stąd zapewne pomysł kontr-manifestacji zwolenników „utrzymania kulinarnych tradycji” pod parlamentem, w czasie której częstowano tym „przysmakiem” w sosie pieprzowym przechodniów.

Na rozdawanych ulotkach odwoływano się m.in. do próżności kobiecej, stwierdzając, że psina to duża dawka kolagenu, który wygładza wspaniale skórę. Zalecano też takie mięso dla seniorów.

Odwoływano się wreszcie do wielowiekowej tradycji: „Drodzy obywatele, jedzcie psie mięso – przysmak, którym nasi przodkowie cieszą się od pokoleń, jedząc je bez wstydu i zachowując radość i dobre zdrowie”.

Obóz przeciwników psiny pod parlamentem wsparła m.in. amerykańska aktorka Kim Basinger. Ta demonstracja ubrała się na czarno. Manifestacje odbywały się na marginesie trzydniowego „święta psa”, kiedy to duża liczba Koreańczyków raczy się psim rosołem i sztuką takiego mięsa, wierząc m.in., że takie dania pozwalają im lepiej znosić upały.

Wg badań z 2017 r. 70% Koreańczyków z Południa nie je już psów, ale tylko 40% domaga się wprowadzenia całkowitego zakazu hodowli ras psów przeznaczonych do celów spożywczych i ich uboju.

Źródło: Le Figaro/ AFP