
Niedawno mieliśmy w Polsce sytuację, w której zwolniono człowieka ze sklepu meblarskiego ze względu na wyznawaną przez niego wiarę i poglądy. W Niemczech za niepoprawne myślenie można nawet zostać wyrzuconym z pracy w państwowym urzędzie!
Mężczyzna należący do prawicowego ruchu „Hammerskins” był zatrudniony w Federalnym Urzędzie ds. Migracji i Uchodźców (BAMF). Gdy dowiedziało się o tym pismo „Die Welt”, uzyskując informacje z Urzędu Ochrony Konstytucji Nadrenii Północnej-Westfalii, postanowiło nagłośnić sprawę.
Jak się okazało praca w takim miejscu zarezerwowana jest jedynie dla osób, których poglądy dają rządzącym i opinii publicznej pewność, że będą oni przymykać oko na pewne nieprawidłowości i rozdawać azyle wszystkim jak leci.
BAMF, który potwierdził doniesienie i choć jak powiedział rzecznik urzędu, zatrudniony na etacie pracownik nie zajmował się co prawda wnioskami azylowymi, to i tak zostanie zwolniony.
Należy tutaj zaznaczyć, że pracownik nie zajmował się niczym nielegalnym tylko działał w prawicowym ruchu. „Hammerskins” przez niektórych uznawane jest nawet za neonazistowskie, ale wciąż nie jest nielegalne – jak więc uczestnictwo weń może być podstawą do zwolnienia kogokolwiek?
Na dodatek mówimy tu o urzędzie państwowym, który wszystkich powinien traktować równo wobec prawa, a nie o prywatnej firmie, która jeśli wcześniej ustali regulamin, ma prawo mieć jakieś swoje „widzimisie”.
Jak widać w Niemczech można już stracić pracę za „myślozbrodnię”, choć jeszcze nie jest to zapisane w prawie.
Źródło: Interia