Marcin Jan Orłowski: Wybory na Ukrainie to tylko formalność. Zełenski i Razumkow mogą już rozdawać ministerialne teki

Wołodymyr Zełenski fot. president.gov.ua
Wołodymyr Zełenski fot. president.gov.ua

Już tylko 5 dni pozostało do otwarcia lokali wyborczych i startu przyspieszonych wyborów parlamentarnych. Te jednak już teraz można określić zupełnie innymi, niż prezydenckie. Wynik właściwie jest już pewien, a liderzy partii Sługa Narodu mogą przygotować telefony do odbierania gratulacji.

Od 41 do nawet 52 procent, takie poparcie według lipcowych sondaży ma partia Wołodymyra Zełenskiego i Dmytro Razumkowa. W zasadzie już momencie ogłaszania przyspieszonych wyborów, w dniu zaprzysiężenia nowego prezydenta, pewne było, że Sługa Narodu wygra wybory, pytaniem, które pozostawało było – w jakim stopniu.

Teraz, z perspektywy czasu blisko dwumiesięcznej kampanii wyborczej widać, kto był przygotowany na taki scenariusz. Wielcy przegrani wyścigu po prezydenturę czyli Petro Poroszenko i Julia Tymoszenko przez kilkadziesiąt dni byli jak dzieci we mgle. Wyglądali tak, jakby to oni dopiero co wchodzili do polityki: bez przygotowania, strategii czy w ogóle chęci na zwycięstwo.

I to, moim zdaniem, jest najlepszy wskaźnik wyborczych wyników – chęć zwycięstwa. W obydwu obozach, Batkwiszczynie (partii Tymoszenko) i Europejskiej Solidarności (ugrupowanie Poroszenki) widać przygnębienie porażką i pogodzenie się z faktem, że w tych wyborach nic się już „nie ugra”.

Zawsze twarda, waleczna, nieustępliwa i czująca emocje tłumu Julia Tymoszenko jest jest śnięta. Niby ta sama, ale jednak bez polotu. O Petru Poroszence można w ogóle nic nie pisać. Wygląda bowiem, jakby do dziś leczył rany i ze łzą w oku wspominał dzień II tury wyborów. Niecałe 10 procent w ostatnim sondażu co prawda dadzą wejście do Najwyższej Rady, ale o jakimkolwiek wpływie na rządzenie nie ma mowy.

Czy coś zatem jeszcze emocjonuje wyborców? Czy dziennikarze i publicyści mają w sobie choć odrobinę ciekawości, co stanie się przy urnach?

Faktycznie, tak jak wspomniałem zwycięzca i najwięksi przegrani w zasadzie są już na ten moment znani, ale istnieje nadal kilka kwestii, które mocno ciekawią opinię publiczną. Jedną z nich jest partia Głos, Swiatosława Wakarczuka. Nowy polityczny twór muzyka, który zaangażował się politykę kilka lat temu, ze „średnim” skutkiem. Lider Okean Elzy tuż po rewolucji na Majdanie był w stanie porywać tłumy, teraz spróbował tego ponownie, jednak blask i świeżość zdecydowanie uciekła. To, co kiedyś było zapowiedzią „nowości” w polityce przejął Zełenski, a w związku z tym Wakarczuk stracił jeden z głównym argumentów.

W przypadku Głosu, który obecnie, według sondaży, znajduje się tuż pod 5 procentowym progiem, jest jednak ważne dla Zełenskiego i całej Ukrainy z jednego względu – koalicji konstytucyjnej. Nawet zwycięstwo Sługi Narodu z ogromną przewagą nad innymi obozami politycznymi, może nie pozwolić na zmianę konstytucji, a to jest jednym z głównych celów drużyny Razumkowa. Wakarczuk i jego posłowie mogą być zatem kluczowi w tym rozdaniu.

Jaka będzie Ukraina w poniedziałek 22 lipca?

Taka sama jak wcześniej. Mocno podzielona, z politycznymi i społecznymi skrajnościami na zachód i wschód. Z tą jednak różnicą, że na stanowiskach ministerialnych faktycznie pojawią się nowe twarze, które jak dotąd nie znaczyły nic dużego w politycznych rozgrywkach.

A w kontekście Polski? Tutaj ciężko jest cokolwiek wyrokować. Moim zdaniem, należy jednak spojrzeć w przyszłość relacji z pozytywnym podejściem. Sługa Narodu to nowość na scenie politycznej, często „amatorzy” w dużej polityce, a w związku z tym pewnym będzie, że rozpocznie się usilne poszukiwanie sojuszników. Takowym może być Polska, która na takim układzie tylko zyska.

Zresztą najlepszą zapowiedzią poprawy stosunków, będzie bardzo prawdopodobna, oficjalna zgoda na rozpoczęcie ekshumacji ofiar Rzezi Wołyńskiej, którą prawdopodobnie Wołydymyr Zełenski wraz ze swoim nowym ministrem udzieli 1 września w Warszawie.

Marcin Jan Orłowski

Comments are closed.