Kazimierz Marcinkiewicz jak ścigany! Uciekał na łeb, na szyję przez balkon

Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz. Foto: PAP
Kazimierz Marcinkiewicz i Izabela Olchowicz-Marcinkiewicz. Foto: PAP

Były premier ma poważne kłopoty za sprawą długu alimentacyjnego wobec swojej byłej żony, Izabeli. Kazimierz Marcinkiewicz nie polepsza swojej sytuacji wciąż nie płacąc kolejnych rat. W czwartek do jego drzwi w końcu zapukał komornik. Jednak… Kaz zdołał się wywinąć.

W słoneczny czwartkowy poranek pod dom, w którym obecnie mieszka były premier, podjechały trzy radiowozy policji. Asesor z kancelarii komornika Michała Oporskiego w asyście funkcjonariuszy weszła na klatkę schodową. Dzwonek, pukanie do drzwi i… cisza.

Z nieoficjalnych informacji „Faktu” wynika, że Kazimierz Marcinkiewicz tuż przed wizytą komornika mógł uciec z mieszkania przez balkon i ogródek.

Jak wyjaśniła rzecznik Krajowej Izby Komorniczej Monika Janus, komornik może skorzystać z asysty policji w sytuacji, gdy np. obawia się oporu dłużnika. W przypadku, kiedy dłużnik nie otwiera funkcjonariusze nie mogą wyważyć drzwi – należy wezwać ślusarza, który je otworzy. Wszystko to pod warunkiem, że dłużnik jest w domu lub komornik podejrzewa, że tam jest.

Jak podaje „Fakt”, policja jednak otrzymała podczas akcji informację, że Marcinkiewicz opuścił mieszkanie… przez ogródek. Następnie były premier miał przedostać się na drugą stronę żywopłotu. Jak donosi tabloid, „w krzakach oddzielających ogródek byłego premiera od osiedlowego trawnika wyraźnie widać zniszczenia, które mogą być efektem zdeptania ich. Ślady prowadziły w stronę płotu, w którym jest furtka umożliwiająca mieszkańcom szybkie przedostanie się do sąsiadującego z osiedlem parku”.

Zarówno kancelaria komornicza, jak i sam zainteresowany nie chcieli komentować sprawy. Poetka z Brwinowa przyznała jednak, że wiedziała o próbie egzekucji komorniczej u byłego męża.

Komornik może wejść do mieszkania w trzech przypadkach: wizji lokalnej w obecności biegłego, mającego oszacować wartość mieszkania, w razie zajęcia nieruchomości lub eksmisji – podkreśliła w rozmowie z „Faktem” Monika Janus.

Źródło: fakt.pl