Z Angelą Merkel jest bardzo źle. Może mieć uszkodzony mózg. Tak twierdzi polski neurolog

Angela Merkel. Foto: PAP/EPA
Angela Merkel. Foto: PAP/EPA

Władza jest jak narkotyk. Kanclerz Niemiec jest najwyraźniej chora, ale bagatelizuje sprawę. Chce dotrwać do końca kadencji, do 2021 r. O swoim zdrowiu odpowiedziała wymijająco. Neurolog ma swoją teorię.

Merkel trzykrotnie miała napady drżenia ciała w ciągu ostatniego miesiąca. Najpierw podczas wizyty prezydenta Ukrainy Zeleńskiego potem podczas zaprzysiężenia nowego ministra sprawiedliwości, a ostatnio podczas wizyty premier Finlandii.

Po tych zdarzeniach nie chciała już ryzykować dalszych tego rodzaju przypadłości i podczas wizyt najpierw premier Danii, a potem premier Mołdawii, w obu przypadkach wysłuchała hymnów na siedząco.

Angela Merkel powiedziała w Berlinie, że, nie ma niczego nowego do przekazania, bo raz już o tym mówiła. Dodała, rozumie pytania o stan jej zdrowia i że jest zdolna do pełnienia swoich obowiązków bez przeszkód.

Sprawę skomentował polski neurolog prof. Bogusław Paradowski, wykluczając chorobę Parkinsona.

„W tej chorobie drgawki są asymetryczne, występują po jednej stronie ciała, bez utraty świadomości. U kanclerz były one obustronne, na całym ciele. Obserwując je, skłaniałbym się ku diagnozie zespołu pozapiramidowego. Trudno wyrokować jakiego rodzaju, bo jest wiele odmian tej choroby. Ta choroba to jedno z najczęstszych zaburzeń neurologicznych wieku podeszłego, a wynika z uszkodzenia jąder podkorowych mózgu”.

Źródło: TVN24, Onet.pl