Brawurowy pościg w Łodzi! Lekarze gonili pacjenta ulicami miasta

Szpital psychiatryczny / fot. PAP
Szpital psychiatryczny / fot. PAPPAP/Andrzej Grygiel

Nietypowa sytuacja miała miejsce w Łodzi. Chory na schizofrenię pacjent po dopalaczach zerwał pasy i uciekł przez okno toksykologii przy ul. św. Teresy. Jeden z lekarzy dogonił pacjenta na ulicy.

Do Instytutu Medycyny Pracy przy ul. św. Teresy w Łodzi przywieziono pacjenta zatrutego dopalaczami. Mężczyzna był wyjątkowo agresywny, więc przypięto go pasami do łóżka. Ponadto podczas wywiadu lekarskiego okazało się, że pacjent od wielu lat choruje na schizofrenię.

Mężczyzna nie był jednak zbytnio zadowolony ze swojego położenia i postanowił powalczyć z pasami unieruchamiającymi. Udało mu się zerwać zabezpieczenia.

Później mężczyzna rozpędził się i ramieniem wybił drzwi prowadzące do naukowej części Instytutu. Nie wiadomo, czy dobrze znał łódzką toksykologię, czy po prostu miał dużo szczęścia.

Pacjent wyskoczył przez okno z pierwszego piętra i wydostał się na podwórko. Udało mu się to, ponieważ w naukowej części placówki okna nie są zabezpieczone.

Mężczyzna błyskawicznie podbiegł do ogrodzenia i zniknął za rogiem. Pościg za pacjentem rozpoczął się już w szpitalu. Na ulicę najszybciej wybiegł jeden z młodych lekarzy.

Mam za sobą wiele przypadków gonienia za pacjentami, ale im jestem starszy tym mniej sił – przyznał później na łamach „Super Expressu” lekarz.

Uciekiniera udało się złapać po kilkusetmetrowym pościgu, na ulicy Zgierskiej. Lekarz obezwładnił agresywnego mężczyznę i czekał na wsparcie. Wraz z pozostałymi członkami personelu przetransportował pacjenta z powrotem na toksykologię.

Po odtruciu mężczyzna trafił na oddział psychiatrii. Według lekarzy, pacjent może mieć źle dopasowane leki na schizofrenię albo ich nie przyjmuje.

To nie jedyny taki przypadek w łódzkim szpitalu. Okazuje się, że średnio dwa razy w roku tamtejsi pacjenci postanawiają „wypisać się” z placówki, tyle że… przez balkon na pierwszym piętrze. Czasem pacjentów przyprowadzają do kliniki funkcjonariusze policji.

Źródło: se.pl