Kobieta uwierzyła w rządową propagandę i wróciła do Polski z Wielkiej Brytanii. Doznała szoku

Załamana - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP
Załamana - zdjęcie ilustracyjne. / foto: PAP

Poniżej publikujemy w nieco skróconej formie list otwarty do polskiego rządu. Napisała go Polka, pani Magdalena, która uwierzyła w rządową propagandę sukcesu i postanowiła wrócić do kraju „dobrej zmiany”. Nie spodziewała się, że obraz tego co przedstawiają PiSowskie media jest tak diametralnie różny od rzeczywistości.

„Postanowiłam napisać ten list, ponieważ chcę się dowiedzieć dlaczego państwo Polskie zamiast pozwolić ludziom normalnie żyć, rujnuje to życie.

Ostatnie 6 lat spędziłam w Wielkiej Brytanii, przez cały ten czas oglądałam polską telewizję i po objęciu władzy przez PiS słuchałam jak to ‘przez ostatnie 8 lat…’ i o tym, jaka to teraz będzie ‘dobra zmiana’. Słuchałam również drugiej strony, ale postanowiłam nie dać się zastraszyć, bo przecież dane przedstawiane przez POLSKI RZĄD świadczą o tym, że w moim ojczystym kraju jest teraz dobrze, praktycznie nie ma bezrobocia, gospodarka ma się świetnie, ludzie są zadowoleni.

Słuchałam również jak to przedstawiciele rządu zachęcali Polonię do powrotu. (…)

Będąc jeszcze w Wielkiej Brytanii wiele słyszałam na temat oszustw w Polsce, w szczególności wśród osób starszych, mowa tutaj o oszustwach na wnuczka, policjanta, oraz firmach, które sprzedają garnki, koce i inne produkty osobom starszym w mocno zawyżonych cenach, często w bardzo niekorzystnych systemach ratalnych.

Dowiedziałam się również o problemie mafii mieszkaniowych i odwróconej hipoteki. Widząc małe zaangażowanie Państwa Polskiego postanowiłam, że uruchomię w Polsce fundację zajmującą się walką z oszustwami i edukacją osób starszych.

W maju u notariusza sporządzony został akt założycielski Fundacji i następnego dnia wymagane wnioski zostały złożone w KRS, po kilku tygodniach wniosek został zwrócony. Wszystkie punkty zostały poprawione i złożyłam kolejny wniosek, mówiąc Pani w okienku, że wszystko zostało zapisane według wytycznych, więc powinno być dobrze, na co Pani z uśmiechem na twarzy powiedziała „no chyba, że sobie coś jeszcze znajdą”. I znaleźli…

Treść drugiego listu, mimo tego, że moim ojczystym językiem jest język polski, była dla mnie kompletnie niezrozumiała i musiałam zasięgnąć porady, aby przetłumaczyć język KRS-u na polski. Z pomocą osób, które mają na co dzień do czynienia z sądami i urzędami skarbowymi wypełniłam ponownie wnioski i złożyłam w KRS, mówiąc innej pani, że to kolejny raz i chyba się poddam jak coś będzie nie tak, na co pani ponownie z uśmiechem na twarzy powiedziała że „nie ma co się poddawać, rekordziści po 15 (piętnaście) razy przychodzą”.

Kolejny wniosek został znowu odrzucony, ale oczywiście telefonicznie nie mogłam dowiedzieć się dlaczego. Okazało się, że powodem była literówka! W tym momencie wnioskuje o zwolnienie dyscyplinarne pani, która sporządziła pismo, ponieważ ona też zrobiła literówkę. Skoro fundacja nie może działać z tak błahego powodu, to dlaczego ta pani może pobierać wynagrodzenie?

Co najlepsze to kolejny wniosek ponownie został odrzucony!

Jak ten kraj funkcjonuje? Dla kogo on jest? Odpowiedź dla obywateli nawet nie znajduje się na liście odpowiedzi jakie mi się nasuwają. Będąc w Wielkiej Brytanii samodzielnie założyłam i prowadziłam księgowość firmy, będącej w Polsce odpowiednikiem spółki z o.o.

Nie jestem z wykształcenia księgową, a w obcym kraju, w obcym języku byłam w stanie samodzielnie prowadzić taką firmę. Byłam w stanie kontaktować się z angielskim urzędem skarbowym i bez wychodzenia z domu załatwiać wszystkie sprawy. Co najważniejsze mimo tego, że angielski nie jest moim pierwszym językiem, rozumiałam co mówi do mnie każda osoba z którą kontaktowałam się w ‘skarbówce’. Dlaczego? Ponieważ oni są tam dla ludzi!

A w Polsce każdy człowiek, klient, konsument, kontrahent, interesant czy jak zwał, tak zwał jest traktowany jako wróg numer 1. To widać wszędzie, począwszy od KAŻDEGO URZĘDU, a skończywszy na kupowaniu obwarzanków na krakowskim rynku.

(…)

Przyglądając się sytuacji w Polsce widzę, że zakłamanie, obłuda i ilość patologii są na niesamowicie wysokim poziomie. To widać na każdym kroku.

W Polsce jak już wcześniej wspominałam działania prowadzone są przeciwko ludziom, a nie dla nich. W szczególności pokazują to urzędnicy i funkcjonariusze publiczni, nie ważne czy to ZUS, sąd, czy urząd skarbowy. Głośno było kiedyś w mediach o ‘Polskich Panach’, kim jest ‘Polski Pan’ widać właśnie w urzędach – masa niekompetentnych, gburowatych ludzi, którzy w dużej mierze dostali pracę ‘po znajomości’, mających wygórowane mniemanie o osobie.

Działalność takich ludzi jest szkodliwa i nie powinni oni obejmować innych stanowisk niż prace porządkowe, pod kontrolą. (…)

Niestety miałam również nieprzyjemność przebywania w Polskim szpitalu i nie miał on nic wspólnego ze szpitalem w Leśnej Górze. To było jak podróż w czasie i choć ja czasów komuny osobiście nie pamiętam, to obraz pasował idealnie to opowieści jakie słyszałam o tych czasach. Wspomniane wcześniej niewyobrażalne chamstwo większości pielęgniarek i salowych, którzy potrafili wtargnąć do toalety i zarzucać niepalącej osobie palenie.

Brak jakiejkolwiek prywatności, cała sala musi oglądać jak pielęgniarki robią pacjentom lewatywę, albo jak rozbierają i pakują do czarnego worka zmarłego. Jakby nie można było rozstawić parawanu! A z drugiej strony specjalnie zasłanianie imienia i nazwiska w karcie pacjenta bo RODO.

Nie wspominam już o jedzeniu, które jak już wiem w pierwszej kolejności musi wystarczyć dla personelu, a co zostanie jest dla pacjentów. I tak to na śniadanie pacjent dostaje 1 (jedno) jajko i 4 (cztery) kromki chleba z margaryną wystarczającą na posmarowanie 2 kromek. Żenada!

Bardzo żałuję, że uwierzyłam w to co mówili przedstawiciele rządu polskiego, że zaufałam im i wróciłam. Mam nadzieję, że ludzie w końcu otworzą oczy zamydlone wszystkimi + (plusami) i zobaczą prawdę.

Jest mi wstyd, że jestem z Polski!”

Magdalena Figarska