
– Już nie sąd, a prokuratura zdecyduje, czy podejrzany po wpłaceniu kaucji będzie mógł wyjść z aresztu – taką zmianę w kodeksie karnym uchwalił Sejm, zajmuje się nią Senat. A przy okazji prawdopodobnie przywróci poprawkę, że prokurator będzie mógł doprowadzić do zmiany sądu zajmującego się sprawą, jeśli uzna, że jest stronniczy – podaje „Polityka”.
Gazeta ostrzega, że „to w praktyce daje prokuraturze możliwość wyboru sądu” oraz „blokowania wyjścia na wolność osoby, która zapłaci kaucję”.
– Prokuratura zyskuje coraz więcej władzy nad sądami, bo z nimi władza PiS sobie od dawna nie radzi. Prokuratura zaś zależy całkowicie od rządu – czytamy.
Według obecnych przepisów, gdy sąd zgodził się na zamianę, podejrzany mógł wyjść na wolność po wpłaceniu pieniędzy. W razie sprzeciwu prokuratury, sąd decydował, czy podejrzany może wyjść od razu, czy musi czekać na rozpatrzenie odwołania prokuratora.
– Teraz, jeśli Senat przyjmie (co jest raczej formalnością) rządową zmianę, podejrzany wyjdzie na wolność dopiero po rozpatrzeniu odwołania. Może to trwać kilka tygodni. W ten sposób prokuratura nie tylko dostaje władzę, którą do tej pory miał sąd, ale też dodatkowy instrument nacisku na podejrzanego – informuje „Polityka” i dodaje, że w zeszły czwartek posłowie PiS „nie zgodzili się na wykreślenie tego pomysłu z projektu nowego kodeksu postępowania karnego”.
Ponadto w pracach znajduje się druga zmiana, która „daje prokuraturze na etapie śledztwa możliwość wnioskowania o zmianę sądu” jeśli „z uwagi na przedmiot postępowania lub osoby nim objęte zachodzi obawa, że zachowanie obiektywizmu przez sąd może być zagrożone”.
– Opozycja powinna wychodzić z sali w czasie takich głosowań. To tak jakby głosować powołanie Berezy Kartuskiej. Bo do tego sprowadza się powierzenie prawa pozbawiania wolności człowieka urzędnikowi. Tak było dokładnie w Berezie, decyzje podejmowali minister i wojewodowie – komentuje dziennikarz Jan Piński.
Opozycja powinna wychodzić z sali w czasie takich głosowań. To tak jakby głosować powołanie Berezy Kartuskiej. Bo do tego sprowadza się powierzenie prawa pozbawiania wolności człowieka urzędnikowi. Tak było dokładnie w Berezie, decyzje podejmowali minister i wojewodowie. https://t.co/JPQPzOe98s
— Jan Piński (@jzpinski) August 6, 2019
Źródło: polityka.pl