Chorzy nie dotrą na ostry dyżur! Brakuje lekarzy do karetek, a wkrótce zabraknie ratowników medycznych

Ambulans/fot. ilustracyjne/Fot. Wikimedia Commons
Ambulans/fot. ilustracyjne/Fot. Wikimedia Commons
REKLAMA

W karetkach zaczyna brakować lekarzy, którzy rezygnują z tej pracy, gdyż stawki za dyżury są zbyt niskie. Braki w obsadach mogą niebawem dotyczyć również ratowników medycznych.

W zespołach oznaczonych literką „P”, czyli podstawowych, nie ma lekarza, a takich zespołów jest w Polsce najwięcej. Gdy zabraknie ratowników medycznych dojdzie do paraliżu ostrych dyżurów.

REKLAMA

W skład jednostki podstawowej wchodzą dwie osoby wykonujące czynności ratunkowe. Kierownikiem jest ratownik medyczny. Lekarze jeżdżą tylko w karetkach oznakowanych literą „S”, czyli w zespołach specjalistycznych.

W całej Polsce jest tylko 1050 specjalistów medycyny ratunkowej, a są oni potrzebni w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych i w ambulansach.

Różnica między zespołem „P” a zespołem „S” wynosi tysiąc złotych na dobę, czyli 42 złote na godzinę. Oferujemy lekarzowi stawkę 60 złotych za godzinę, ale i tak jesteśmy w tyle za szpitalami, gdzie lekarze mogą zarobić nawet dwa razy więcej – mówi Artur Borowicz, dyrektor Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Katowicach.

W Polsce od kilku lat rośnie liczba karetek ratownictwa medycznego, w których lekarze nie jeżdżą, natomiast systematycznie ubywa zespołów specjalistycznych, gdzie jest coraz mniej lekarzy, gdyż nie chcą w nich pracować.

Jak wyjaśnia Anna Janus-Młodawska, kierowniczka SOR-u przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, lekarz w karetce może więcej od ratownika. Są ponadto sytuacje, w których ratownik medyczny nie umie, a nawet nie wolno mu wykonywać pewnych czynności.

W sytuacji, kiedy pacjent ma ostrą duszność czy niewydolność oddechową, ratownik medyczny, poza podaniem tlenu, nie może podjąć takich czynności, jak na przykład intubacja pacjenta. To może zrobić jedynie lekarz – wyjaśnia Anna Janus-Młodawska.

Ratownicy medyczni dostają coraz więcej uprawnień, ale i oni powoli mają dość i odchodzą z zawodu.

Są sytuacje, w których na piętnaście karetek trzy nie wyjeżdżają, bo nie ma ratowników, którzy przekwalifikowali się na pielęgniarzy. Idą pracować za większe pieniądze na inne oddziały – alarmuje Ireneusz Szafraniec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Ratowników Medycznych.

Za chwilę, obok braku leków i kolejek u lekarzy, pacjent zatknie się z się kolejnym zagrożeniem – nie będzie komu dowieźć go do szpitala.

Źródło: www.tvn24.pl

REKLAMA