
Okazuje się, że w kwestii lotów rządy PO-PSL były skromne. Z ujawnionych przez Kancelarię Premiera danych dotyczących lotów premiera Mateusza Morawieckiego porównanych z danymi przedstawionymi przez propisowskie redakcje wynika, że Donald Tusk i Ewa Kopacz odbywali mniej lotów, niż obecny premier.
Wczoraj popołudniu Michał Dworczyk poinformował, że w związku z pojawiającymi się pytaniami dziennikarzy i polityków o loty premiera Morawieckiego, na stronie kancelarii zostanie wywieszony wykaz lotów premiera.
– Na moje polecenie w tej chwili są gromadzone wszystkie dokumenty, to są setki stron – mówił Dworczyk podczas popołudniowej konferencji prasowej.
Do tej pory takiego centralnego rejestru nie było, więc gdyby te dokumenty, które w tej chwili przetwarzamy (…) wymagały jeszcze jakiegoś uzupełnienia, to zrobimy – zaznaczył.
Już teraz jednak wiemy, że obecny premier nie szczędzi silników na nasz koszt. Odbywając 207 lotów w ciągu 20 miesięcy pełnienia funkcji premiera, lata średnio 10,35 razy na miesiąc. Konfrontując to z danymi prezentowanymi nawet przez pisowskich urzędników medialnych niesłusznie nazywanymi „dziennikarzami” wynika, że ekipa „dobrej zmiany” jest niezwykle rozrzutna.
Z wykazu przedstawionego przez propartyjny portal wpolityce.pl, Donald Tusk w okresie sprawowani funkcji premiera wykonał 670 lotów. Daje to 8,17 lotu miesięcznie. Z kolei Ewa Kopacz – będąca premierem przez 14 miesięcy – wykonała 66 lotów, co daje średnią zaledwie 4,71 miesięcznie. To już liczba bliższa nie temu, ile latają premierzy, ale ile razy Tusk czy Szydło latali do domu.
Wychodzi więc na to, że pisowskie organy medialne „ujawniając” dane o lotach poprzedników pokazują, że wcale nie byli tacy rozrzutni na nasz koszt, jak obecna ekipa. A miała być „dobra zmiana”.
Źródła: PAP/wpolityce.pl/nczas.com