Afera pedofilska w polskim show biznesie. Dziennikarz ujawnia skalę zmowy milczenia

Krzysztof Sadowski. Foto: PAP / zdj. Tytus Żmijewski
Krzysztof Sadowski. Foto: PAP / zdj. Tytus Żmijewski

Niedawno media obiegła informacja w sprawie pedofilii Krzysztofa Sadowskiego, znanego muzyka jazzowego. Przed laty współpracował on przy produkcji takich programów jak „Tęczowy Music-Box” dla TVP oraz „Co jest grane?” dla Polsatu. Obecnie zgłosiło się już 20 ofiar oraz kilkudziesięciu świadków. Wygląda więc na to, że polski show biznes czeka kolejny wstrząs.

Dziennikarz śledczy Mariusz Zielkie w najnowszym artykule ujawnia jak duży krąg zatacza afera pedofilska. Pisze też, ze informował media głównego nurtu dużo wcześniej o całej sprawie, ale te nie były zainteresowane tematem.

Z zeznań osób, które zgłosiły się w sprawie, rysuje się obraz seryjnego pedofila, który nie tylko molestował swoje nieletnie ofiary, ale także je gwałcił. Budował także skuteczny parasol ochronny, aby nikt nie mógł mu niczego zarzucić. Mimo to o jego skłonnościach wiedziało wiele osób w środowisku artystycznym, aczkolwiek nikt nie mówił o tym głośno.

W latach 80. Sadowski często wyjeżdżał za granicę, m.in. do Norwegii i Syrii, gdzie nawiązywał kontakty z wieloma artystami, aktorami, reżyserami czy też księżmi. Jego dobrym znajomym jest także Krzysztof Karpiński, były prezes sądu apelacyjnego w Warszawie, którego żoną jest znana dziennikarka Jolanta Fajkowska, oraz Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

– Trudno mi tę sprawę komentować. Dla mnie to jest ogromne zaskoczenie. Nie powiem, żebym jakoś bardzo blisko był z Panem Krzysztofem Sadowskim. Znam go oczywiście wiele lat. Poznałem go chyba w 1974 r. w środowisku jazzowym, ale nigdy mi nic nie mówiło takiego, że za tym może się kryć jeszcze jakaś inna jego twarz. Dla mnie to też jest szok – komentuje sprawę Jerzy Stępień.

Sadowski był również członkiem społecznego komitetu poparcia Jarosława Kaczyńskiego.

O sprawie zrobiło się głośno dzięki dziennikarzowi Mariuszowi Zielkemu, prowadzącemu stronę wispo.pl, do którego zaczęły zgłaszać się ofiary i świadkowie. Kiedy jednak próbował on zainteresować problemem media – „Gazetę Wyborczą”, Oko.Press oraz „Fakt” – te potraktowały temat niezwykle pobieżnie bądź też nie były nim zainteresowane.

Dziennikarz, po rozmowie ze znajomym dziennikarzem, podaje, iż media nie są zainteresowane wyjaśnieniem tej sprawy ze względu na czas, w którym wyszła ona na jaw. Obecnie niemal ciągle mówią one o przypadkach pedofilii wśród księży, uderzając tym samym w instytucję Kościoła. Taka postawa jednak nie świadczy o chęci wyjaśnienia sprawy Sadowskiego, wręcz przeciwnie.

W „Gazecie Wyborczej można natomiast przeczytać oświadczenie Sadowskiego. Posiada ono następującą treść:

„Oświadczam, że nieprawdą jest, abym molestował lub zgwałcił kogokolwiek. Basię znam bardzo dobrze. Przez wiele lat wspierałem ją zarówno finansowo i rzeczowo, jak i w życiu codziennym. Przez lata była ona częstym gościem w naszym domu. Nieprawdą jest, że oferowałem jej »pieniądze za milczenie«. W 2017 roku poprosiła mnie o duże wsparcie finansowe (początkowo 200 000, potem 100 000 złotych), wyjaśniając mi, że z uwagi na swój stan zdrowia nie jest w stanie utrzymać się samodzielnie i musi stanąć na nogi, a z uwagi na mój stan zdrowia (chorowałem wówczas na raka) obawia się, czy będę w stanie wspierać ją regularnie mniejszymi kwotami, co robiłem już wcześniej. Początkowo byłem skłonny spełnić jej prośbę. Ostatecznie uznałem jednak, że oczekiwania Basi są zbyt daleko idące, i odmówiłem ich spełnienia. Wpływ na to mogło mieć też to, że pokonałem chorobę i uznałem, że mogę dalej wspierać ją w dotychczasowej formie. Jednak po mojej odmowie Basia zerwała relacje ze mną. O skierowaniu przez nią oskarżeń w stosunku do mnie o molestowanie i gwałt dowiedziałem się dopiero z artykułów w mediach w sierpniu br. Wcześniej dowiedziałem się o toczącym się postępowaniu karnym, gdyż przesłuchano w nim moją byłą żonę. Jednak nie będąc stroną ani świadkiem w tej sprawie, nie miałem wiedzy o treści zarzutów formułowanych w stosunku do mnie”.

– Ja mogę tylko powiedzieć, że niczego nie dostrzegłam, nie zauważyłam żadnych symptomów. Nie wierzę w te oskarżenia. Zaprzeczam też stanowczo, że mogło dochodzić do tego w siedzibie fundacji, nikt nie zamykał dzieci w piwnicy. Przewijało się tu setki dzieci, ale nigdy nie zostawały na noc – powiedziała Liliana Urbańska, żona Krzysztofa Sadowskiego.

Źródło: wispo.pl