PiS zamiata to pod dywan! Dane wskazują na krach w tej branży. Kilkadziesiąt tysięcy osób straci pracę

Pracownicy - zdjęcie ilustracyjne. / fot. pixabay.com
Pracownicy - zdjęcie ilustracyjne. / fot. pixabay.com

W branży budowlanej może dojść do fali upadłości i utraty nawet 85 tys. miejsc pracy. Oznaczać to będzie także stratę 4,2 mld zł unijnego dofinansowania.

Zagrożenia są znacznie większe, zapaść w branży budowlanej może bowiem stanowić preludium do kryzysu całej gospodarki – wynika z wyliczeń CAPE.

Według danych Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej przy Federacji Przedsiębiorców Polskich, ceny materiałów budowlanych i robocizny wzrosły pomiędzy 2016 r. a 2019 r. od 20 do nawet 60 proc. i nadal rosną. Wciągu ostatnich trzech lat cement podrożał o 44 proc., asfalt – o 62 proc., stal zbrojona – o 53 proc. Poszły w górę ceny oleju napędowego o 28 proc., wzrosło przy tym przeciętne wynagrodzenie w sektorze budowlanym – o 20 proc.

Nie uległy zmianie natomiast kwoty zawarte w umowach publicznych, przez co kontrakty generują ogromne straty, zagrażające bezpośrednio płynności finansowej wykonawców. Od waloryzacji wynagrodzenia zależy natomiast „być albo nie być” wykonawcy, a więc to, czy będzie on w stanie nie ogłosić upadłości i zrealizować zamówienie.

Jak wynika z opracowania CALPE, stracą na tym wszyscy: firmy budowlane, sektor finansów publicznych – koszt zrywania umów i rozpisywania ponownych kontraktów może wynieść aż 4,7 mld zł, a straty z powodu upadłości firm przekroczyłyby 10 mld zł. Dochodzi do tego likwidacja nawet 85 tys. miejsc pracy i strata 4,2 mld zł unijnego dofinansowania.

PiS zamiata temat pod dywan, skutki ujawnią się bowiem dopiero po wyborach…

Źródło: bankier.pl